środa, 18 listopada 2009
1,5 kg czystej pasji
Odrobina uroku
Dużo goryczy
2 krople przeprosin
999g zazdrości
1 łyżka niewinnych kłamstw
2 łyżeczki gorzkiej prawdy
4 plasterki  czystych emocji
1 całe poświęcenie
Dużo teściowskiej masali
Gotowe:)

Miałam ostatnio trudny okres, a jako że Cheeni Kum należy do mojego żelaznego 'pakietu antydepresyjnego' postanowiłam zrobić coś, co w sumie rzadko mi się zdarza znaczy obejrzeć film ponownie (normalnie to - widząc ile przede mną jeszcze nieobejrzanych wcale rzeczy - zawsze mi szkoda czasu na seansowe powtórki). Ale to miała być terapia. I dobrze się sprawdziła:) Bo to taki ciepły, choć słodko-gorzki  film, do śmiechu ale i do zadumy, film, w którym jak w przytoczonym wyżej 'przepisie' (zaczerpniętym z oficjalnej strony filmu) sąsiadują i przeplatają się ze sobą różne emocje - jak to w życiu bywa:)

cheeni kum2

On ma 64 lata, jest szefem kuchni, starym kawalerem i zgryźliwcem, którego boi się cały personel jego knajpy. W  jego życiu ważne są dwie kobiety: jedna to ponad 90-letnia mamusia, z którą wciąż mieszka (ale nie, bohater nie przypomina naszego prezydenta:D), energiczna wielbicielka 'Seksu w wielkim mieście' i muskularnych ekranowych hirołsów (bardzo by chciała, by jej syn też zadbał o siebie, ale on jakoś nie chce wybrać się na siłownię niestety:P), druga to 12-letnia sąsiadka, która udziela mu życiowych porad o życiu, a on .. sypia w jej łóżku (ale to nie jest bynajmniej żadna wersja Lolity:D) i 'wypożycza jej filmy dla dorosłych, które mogą oglądać też dzieci'. Pewnego dnia w życiu Buddy pojawi się jeszcze jedna kobieta. Połączy ich najpierw niepotrzebnie słodkie zafrani pulao, potem parasol, w końcu powoli rodzi się jeszcze coś więcej. Nina jest inteligentną i niezależną kobietą, która wie czego chce od życia, z jednej strony gotową na poświęcenia, z drugiej twardo stąpającą po ziemi.  Jest tylko jeden malutki problem: ona ma 34 lata i.... ojca młodszego od Buddy:D

cheenikum3

cheeni kum4

Nie będę wymieniać scen perełek, bo nie chcę nikomu, kto jeszcze tego filmu nie widział, zepsuć przyjemności podczas seansu, w czasie którego elementy zabawne sąsiadują z poważniejszymi, a uśmiech ze ściskaniem w gardle. I nie wiem, czy bardziej wielbię w tym filmie wspaniałego Biga (w którym to sama mogłabym się spokojnie zakochać:D) czy cudowną, pełna werwy Zohrę Segal  czy niesamowitą  Swini Kherę w roli Sexy.

Dodam za to, że specjalnie podkreśliłam wiek każdej postaci, bo to jest coś, co mnie tym razem jakoś szczególnie  zafrapowało. Znaczy problem oczekiwań społecznych związanych z wiekiem. Tego zakodowanego często tak głęboko i nawet nieświadomie w ludziach poczucia dotyczącego tego, co  w danym wieku wypada a co już może nie, co może dziecko, co nastolatek, a co starszy pan. Bo w tym filmie tak naprawdę wszyscy zachowują się nie 'jak na swój wiek':) Mamy tu bowiem dziecko zachowujące się i myślące w sumie  jak dorosła, dojrzała osoba, 60-latka zachowującego się właśnie jak dziecko (i to uparte:D), drugiego, który pod wpływem uczucia zaczyna zachowywać się trochę jak nastolatek, wreszcie bardzo starszą panią, która swym życiowym optymizmem i energią mogłaby zawstydzić większość młodych osób (w tym piszącą te słowa). Tak naprawdę więc, czy ten wiek metrykalny jest taki znaczący? Czy nie ważniejszy jest jednak nasz wiek mentalny, to na ile lat się czujemy i czy potrafimy się jeszcze cieszyć życiem? I piszę to jako osoba, która przez ostatnie dni zachowywała się jak mentalna staruszka widząca wszystko w czarnych barwach. I to z głupiego w sumie powodu. A przecież ładnych parę lat temu, gdy poznałam naprawdę kogoś podobnego do matki Buddy postanowiłam sobie, że ja właśnie tak chcę się zestarzeć, z zachowaniem takiej pogody ducha i radości życia. Nawet jeśli otoczenie będzie się pukać po głowie i  mówić, ze to 'nie wypada'. I zamierzam to jednak zrobić:P

cheeni kum1

I oczywiście polecam gorąco Cheeni Kum:) Co więcej uważam, że można go polecić także 'uczulonym' na 'typowe' bolly: film trwa 2 godziny, nie ma w nim żadnego klipu i  w sumie nie odbiega specjalnie od tego, co znamy z nurtu dobrych zachodnich komedii romantycznych:)

A ta piosenka znów nie może się ode mnie odczepić, tak samo jak po pierwszym seansie:D

I ta też:D

I tak, wiem że to nie są oryginalnie napisane kompozycje, ale wykorzystane ponownie przez Illayaraiyę z tamilskiego Mouna Ragam, ale i tak je uwielbiam:)

 

poniedziałek, 09 listopada 2009

Świeże znalezisko, które mnie powaliło, zatem krótkie pytanie: kim jest ta pani?:D

lady2

lady1

piątek, 06 listopada 2009

Filmowych 'zaduszek' ciąg dalszy znaczy skusiłam się w końcu na seans jednego z filmów T.Krishny (oglądanie bolly remaku jego filmu znaczy Pratighaat to jednak trochę co innego), saute oczywiście. Devaalayam naprawdę zrobił na mnie wrażenie, ale niestety się chyba pogubiłam jednak....znaczy bez napisów nie całkiem zrozumiałam motywację pewnych postaci czy przebieg wydarzeń:( Niemniej utwierdziłam się w przekonaniu, że bardzo odpowiada mi jego kino, jego pasja i odwaga w  zakresie pokazywania pewnych rzeczy, choć tym razem poruszane kwestie społeczne tyczyły innej sfery niż w Pratighaat - bo tu chodziło o sprawy wiary,  tradycji, uprzywilejowanej pozycji braminów itp. (trochę mi się poglądy Periyara skojarzyły). Ciekawe też, że wbrew temu, co sobie wbiłam do głowy w kwestii heroinocentryczności filmów T.Krishny, tu głównym bohaterem był jednak facet - grany przez Shobhana Babu syn bramina. Co bynajmniej nie znaczy, że Vijayashanti grała jakąś 'ozdóbkę' tylko, a skąd:) Jej bohaterki było może mniej, ale była dzielnym wsparciem dla bohatera i odważną kobitką. I tańczyła klasycznie, co widziałam w jej wykonaniu chyba po raz pierwszy:)

Oto jej wstępny taniec w tytułowej świątyni (bo to oznacza Devaalayam):

I odlotowa alegoryczna sekwencja z dawanego przez bohaterów przedstawienia (nie żebym za wiele z jej symboliki rozumiała, niemniej  mnie zafascynowała:D) - w dwóch częściach:

Zastanawiam się, czy dożyję kiedyś powydawania tych filmów na dvd z napisami. Bardzo bym chciała. Bo lubię oglądać filmy z wypiekami na twarzy, a jakoś starsze telugi częściej na mnie tak działają niż nowsze...

 

środa, 04 listopada 2009

W ramach 'cyklu zaduszkowego' znaczy oglądania filmów z już nieżyjącymi (a często przedwcześnie zmarłymi) aktorami zapodałam sobie najstarszego w moim dotychczasowym dorobku (i pierwszego jeszcze czarno-białego) tamila. W pierwszorzędnej obsadzie, bo i Savitri i Sivaji Ganeshan i Gemini Ganeshan w jednym filmie czyli sama ówczesna śmietanka (a Savitri i Gemini to nawet małżeństwo w realu).

 

pasamamalar

 

Po pobieżnym zerknięciu na Wiki nastawiłam się na łzawy melodramat i potem seans trochę mnie zaskoczył, bo miłość to tam i owszem była, z tym, że najważniejsza była jednak siostrzano-braterska miłość granych przez Savitri i Sivajiego Radhy i Raju (i bardziej bym to nazwała dramatem familijnym). Osieroconą w dzieciństwie dwójkę łączy bowiem niezwykła, jak się okaże nie do zniszczenia, więź. Choć nie brakuje sytuacji próby...Choćby gdy to Radha zakochuje się w przyjacielu Raju z pracy - Anandanie i boi się powiedzieć o tym bratu, przeczuwając (i słusznie), że nie będzie tym zachwycony. To chyba była najciekawsza rzecz w wykreowanej przez Sivajiego postaci Raju: z jednej strony budził jakąś automatyczną sympatię (bo przecież tak troszczył się o siostrę i chciał dla niej jak najlepiej, no i w ogóle był przecież porządnym facetem), z drugiej - były momenty, gdy aż by się chciało nim potrząsnąć (gdy zachowywał sie z pewną wyższością i podejrzliwością wobec przecież przyjaciela i jednak jakąś zaborczością wobec tej ukochanej siostry, bo przecież to on wiedział najlepiej, co dla niej będzie najlepsze:P).

 

pasamalar1

 

Bardzo mi się ta pewna ambiwalencja i niejednoznaczność podobała, to że nie był takim całkiem 'kryształowym' bohaterem, że potrafił sie i niesłusznie na kogoś zdenerwować czy popaść w lekką paranoję itp:D Do tej pory widziałam tylko starszego Sivajiego (znaczy jako już pana po 60) i choć aktorsko bardzo mi się podobał, to jednak to młodsze wcielenie dodatkowo mnie jeszcze urzekło:) Może to po trochu i czar starego czarno-białego kina, ale taki sam wszak 'kolorystycznie' Gemini Ganeshan jakoś nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia (choć lepsze niż przy naszym pierwszym spotkaniu w bollywoodzkiej 'Miss Mary'), więc jednak musi to być i kwestia charyzmy Sivajiego:D W każdym razie ten pan coś w sobie ma i nie mówię tu tylko o jego niewątpliwym talencie aktorskim, ale i o takich 'drobiazgach' jak choćby ten błysk w oku:P

 

pamasalar2

 

pasamamlar5

 

Natomiast jedną z największych aktorek południa ever znaczy Savitri miałam okazję zobaczyć po raz pierwszy. Pierwsze wrażenie zrobiła na mnie bardzo dobre, rolę osoby w sumie lawirującej w takim nieustannym rozdarciu między bratem a ukochanym, miała ciekawą i zagrała ją naprawdę świetnie (bo nawet mnie bardzo nie drażniło, że taką w sumie tradycyjną znaczy podporządkowaną facetom kobitkę zagrała:P). Może nie całkiem przekonała mnie w końcówce, ale to już szerszy problem...

 

pasamalar8

 

Bo niestety po jakichś 2 godzinach (a trwa ponad 3) film robi się bowiem niepotrzebnie zbyt sentymentalny, a sam finał jest jednak przedramatyzowany (i nawet bym rzekła patetyczny). Pewnie miałam się przejąć i wzruszyć, ale jakoś nie całkiem miałam na to ochotę:( I nawet tak świetni aktorzy moim zdaniem jednak tego do końca nie obronili. A szkoda, bo wcześniej bardzo ładnie udawało się wyważać tonację filmu i bardzo zgrabnie żonglować nastrojami widza (znaczy moimi:P) I robić dosyć jednak niespodziewane zwroty akcji, znaczy prowadzić ją w innym kierunku niż to przewidywałam. Tylko, że pewnym momencie przestało mnie  już tak interesować, co dalej będzie i jak to się skończy. Może i długość filmu mnie znużyła? Ale oglądałam już takie metraże...

 

pasamalar6

 

Na plus przyznać jednak trzeba, że w  owej końcówce spadła trochę częstotliwość piosenek- zaczęło się od średnio 3 na godzinę, więc zaczęłam przewidywać, ze ogólna ich liczba zamknie się gdzieś w 10, a jednak łącznie było ich 'tylko' jakieś 7-8:P  Cóż, jestem ostatnio ogólnie jakoś uczulona na nadmiar piosenek w filmach indyjskich, a dodatkowo te - choć ponoć takie evergreeny - jakoś mi jednak specjalnie do gustu nie przypadły. Może się nie znam.. no trudno:P

W każdym razie - choć mam pewne zatrzeżenia - wrażenia ogólne (zwłaszcza aktorskie) są pozytywne i bardzo chętnie obejrzę jakiś kolejny stary film tamilski:)

czwartek, 22 października 2009

Wczoraj mogłam w końcu odebrać zamówioną w Empiku najnowszą płytę Janusza Radka - z piosenkami Niemena (tylko w Empiku można na razie nabyć specjalną dwupłytową edycję - z dodatkowymi akustycznymi utworami na drugiej płycie).

radek niemenem

Przesłuchałam i... jestem zachwycona:) Tak poradzić sobie z tymi utworami to nie byle co:) Dodatkowo urzeka mnie koncertowa formuła płyty, bo słychać i zabawę Janusza z publicznością i przypomniałam sobie jakim przeżyciem  są jego koncerty na żywo:) Ten facet robi ze swych koncertów małe spektakle aktorskie, pokazując widzom co chwile inną twarz i w jednym momencie potrafi rozbawić do łez a zaraz potem sprawić, że ciarki chodzą po plecach.. Koniecznie muszę sie znów wybrać na jakiś jego koncert - najlepiej do krakowskiej Alchemii, bo to niezwykłe miejsce, tworzące jeszcze dodatkową specyficzną oprawę dla jego recitali (znaczy mam pierwszy pożytek z mojej decyzji o kolejnych studiach podyplomowych:P).

A wracając do płyty to chyba największe wrażenie zrobiły na mnie dwa całkiem różne utwory:

Na  mniej poważnie Jołoczki, Sosionoczki:

I na poważniej Co dzień:

Uwielbiam tego faceta:)

piątek, 16 października 2009

Wczoraj przegrzałam sobie część mózgu seansem Quick Gun Murugana (MIND IT!) a dziś doprawiłam resztę urodzinowym seansem bolly debiutu Hemy Malini znaczy Rajowym Sapnon Ka Saudagar. Bo otóż co tam zobaczyłam....

Na wstępie poraziła mnie animowana czołowka:D

sapnon0sapnon00

I już chyba mogłam podejrzewać, że całkiem normalnie to nie będzie...

Potem dostałam Raja w stroju skauta (przez cały film tylko w tym chodził:D znaczy na jego garderobę to za dużo chyba nie wydali:P)

sapnon1

Za to dumnie prężył mięśnie:P

sapnon2

I klatę w Rejtanowskiej pozie:P

sapnon 3

Ale był też jeszcze bardziej goły:P

sapnon5

I to nie sam:D

sapnon6

sapnon7

A chwilę wcześniej się dopiero w ogóle oboje poznali:P

Hema na wejście zresztą zamachała mu przed nosem nożem:D

sapnon9

Potem też miała do tego ciągoty:D

sapnopn8

I pięknie zeza robiła:D

sas1

Taaa... i jak tu być normalnym?:D

Ale tak w ogóle filmu raczej nie polecam, bo nudny był i te parę 'smaczków' to trochę przymało jak na 2,5-godzinny seans...

wtorek, 06 października 2009

Jak sprawdziłam na IMDB filmów pod tym tytułem w kinie indyjskim powstało parę, więc od razu wyjaśnię, iż chodzi mi o film tollywoodzki - najwcześniejsze dzieło mojego mistrza czyli Vishwanatha, jakie udało mi się jak na razie zobaczyć - jeszcze czarno - białe:) Ale nie tylko z powodu braku koloru jest ono inne od tego, co dotąd znałam. Różni się także  sposobem pokazywania i charakteryzowania bohaterów Dotąd poznane te najbardziej sztandarowe filmy Vishwanatha z lat 80 czy i 90 były jednak raczej społeczne, ten film nazwałabym bardziej psychologicznym. Brak też charakterystycznych później dla Vishwanataha elementów sztuki klasycznej (choćby w oprawie muzycznej filmu, bo i pisał ją kto inny). Film pozwolił mi także poznać dwójkę bardzo ciekawych aktorów (znaczy panią widziałam już niby wcześniej ale po tej roli zapamiętam ją już definitywnie).

sharada1

Bohaterem filmu jest lekarz psychiatra, człowiek spełniony i zawodowo (czyli uznany fachowiec) i prywatnie (znaczy szczęśliwy mąż i ojciec). Pewnego dnia doktor Murthy wybiera się do wsi nad rzeką Godavari. Po przybyciu tam okazuje się, że wszyscy bardzo dziwnie reagują na jego widok. Jeszcze bardziej zdziwiony jest, kiedy tytułowa Sharada bierze go za swojego męża. Gdy pozna jej historię postanowi jej pomóc. Profesjonalnie pomóc. Ale nie będzie to dla niego łatwe...

sarada2

Czarno - białe filmy mają jednak specyficzny klimat. Temu filmowi to bardzo dobrze posłużyło. Choć początek jest dość pogodny (zabawne rodzinne sceny w domu doktora i te w szpitalu z pacjentami -  choć w dalszej części filmu zaczęły mnie już one denerwować) to wraz z pojawieniem się Sharady szybko spowiła mnie aura takiego jakiegoś napięcia, niepokoju, niepewności... Nie jest to bowiem wesoła historia, choć nie jest też przedstawiona w jakoś bardzo przygnębiający sposób. Raczej bym rzekła spokojny i melancholijny. Miałam dużą frajdę,ale i wyzwanie jako psycholog, ponieważ starałam się analizować i oceniać nie tylko wiarygodność postaci ale i zastosowanych 'metod działania'. Z jednej strony miałam tu i pewne wątpliwości  (które podejrzewam będę jeszcze fachowo konsultować z innymi:P), z drugiej w zasadzie nie wiem jak bym w takiej sytuacji postąpiła, bo jak wiadomo zawsze dużo łatwiej teoretyzować  i się wymądrzać 'na odległość', że może nie tak można było to załatwić. Może można było, ale jak się już się w przekonaniu słuszności podjęło jedną decyzję, to potem trzeba było się jej już jednak raczej trzymać (choć może jej efekty poszły za daleko).   Niewątpliwie podobało mi się natomiast zakończenie. I zaskoczył mnie  wątek Godavari - po raz pierwszy ujrzałam i inną, bardziej mroczną stronę tej rzeki, tak dobrze kojarzącej mi się dotąd z fimów Kammuli.

sharada4

Odtwórczynię  roli tytułowej, notabene także Sharadę (:D) jak się okazuje widziałam już wcześniej 3 razy: jako matkę Chiru w Stalinie (kompletnie jej nie pamiętam:D), matkę Prabhasa w Yogim (ech, jak mnie tam zdenerwowała, teraz to wcale nie rozumiem czemu taką durnie napisaną rolę wzięła..) i teściową Soundaryi a żonę Prakasha w Anthapurnam (mała rólka, ale tam zrobiła na mnie wrażenie).

Ta rola to jej absolutny popis - jak na laureatkę 3 National Awards (no w momencie kręcenia tego filmu miała na koncie tylko dwie:D) przystało. Sharada przykuwa uwagę od pierwszego momentu świetnie oddając to, co dzieje się z jej bohaterką, od radosnej beztroski po rozpacz, ale największe wrażenie robią jednak takie sceny jak choćby dyktowanie listu bratu czy inne tego typu (których nie chciałabym spoilerować:))

sharada3

Natomiast zdecydowanie po raz pierwszy zobaczyłam legendarnego amanta kina telugu - Shobhana Babu. Pierwsze wrażenie nie było może powalające (mam z jego fryzurą podobny kłopot jak u Sivajiego Ganeshana:P Znaczy powiedzmy sobie, że nie jest to raczej typ amanta, do którego dziś przywykliśmy), ale stopniowo zaczęłam w nim jednak dostrzegać to 'coś', jakiś urok, choć muszę jednak obejrzeć jeszcze więcej z nim, bo tu jednak był chyba ciut jak na mój gust za idealny (a ja wolę chyba gwałtowne i skrajne emocje przy pierwszych spotkaniach:P). W każdym razie aktorem jest dobrym i bardzo spodobało mi się, iż jego bohater był mężem i ojcem, bo ostatnio w powodzi tych bohaterów dopiero uganiających się jakimiś kobitkami, z radością witam każdą odmianę w postaci bohatera już w ustabilizowanym a najlepiej zalegalizowanym związku (bo przecież to nie oznacza wcale, że teraz nie ma już o czym opowiadać i ten film jest na to świetnym przykładem).

sharada5

Ciekawą postacią jest też brat Sharady, taki prosty ale kochany poczciwiec, który stara się nią troskliwie i jak najlepiej opiekować. Jak z ciekawością wyczytałam dla grającego tę rolę Satyanarayany była ona dużym przełomem, bo przedtem był znany z ról twardzieli:D To faktycznie odwalił kawał niezłej roboty, bo nigdy by nie przyszło do głowy, że takie wcielenie poczciwości mogło być przedtem filmową szują czy gansterem:D

sharada6

Może największy problem mam  z postacią żony. Z jednej strony podobało mi się,  że okazała sie też istotną postacią w tej historii, z drugiej jednak choć zachowała się dość odważnie i chyba niebanalnie, to jednak nie do końca jej reakcje 'kupiłam'.

Jak już wspominałam ten film różni się także muzycznie od późniejszych dzieł Vishwanatha. Do jego najbardziej znanych filmów muzykę komponował Ilayaraja i ta muzyka zawierała zwykle dużo elementów klasycznej muzyki indyjskiej. Tu muzykę napisał Chakravarthy (był to zresztą jego debiut) i ona jest jednak lżejsza, bardziej melodyjna po prostu. I piękna:) (zresztą zrobiła dużą furorę po premierze filmu). Na YT jest niestety tylko jeden klip, ale w sumie dzięki temu nie muszę dokonywać sama wyboru, co tu zamieścić:D

 

Aha, jeszcze coś, bo bym zapominała: w tym filmie możemy zobaczyć także hipisów:D

sharada7

poniedziałek, 28 września 2009

Zabierając się na Woh 7 din wiedziałam, że to remake południowca (dokładnie to tamilskiego Antha Ezhu Natkal), wiedziałam też, że z kolei tym filmem znacząco inspirowali się twórcy pewnego bardzo znanego filmu bolly (jakiego o tym za chwilę:P), nie miałam jednak pojęcia, że w ten właśnie sposób zapoznam się z jednym z najbardziej  znanych i szanowanych reżyserów tolly  czyli Bapu.  W ten sposób zabiłam sobie ćwieka (z którym nie wiem czy uda mi się kiedyś poradzić), bo jakim cudem reżyser tolly robi nagle w bolly remake nie swojego filmu to nie mam pojęcia:O Pomijam już fakt, że wolałabym go jednak poznać przez jego oryginalną tollywoodzką twórczość, no ale mówi się trudno.

woh7

Na szczęście film okazał się naprawdę niezły więc mój początek z panem Bapu uważam za udany, a być może właśnie i dzięki niemu udało się go bardzo nie zbollywoodzić, znaczy specjalnie nie polukrować:P Choć łatwo pewnie można było, co pokazuje przykład owego właśnie 'zainspirowanego' bolly filmu sprzed dekady. Rzecz bowiem dotyczy pewnego 'trójkąta'. Film zaczyna się sceną ślubu. Wścibskie sąsiadki komentują, że biednej dziewczynie udało się 'upolować' bogatego męża, ale nie wygląda jakoś na bardzo szczęśliwą. I faktycznie, w ten sam wieczór panna młoda próbuje się otruć. Jednak jej świeżo poślubiony mąż, lekarz, od razu orientuje się, co 'jest grane' i po płukaniu żołądka prosi ją o wyjaśnienia, co pchnęło ją do tego desperackiego kroku. Maya opowiada mu więc historię swojego uczucia do Prema - ubogiego Punjabczyka, który przybył do Mumbaiu w nadziei na zrobienie kariery kompozytora muzyki filmowej i zatrzymał się właśnie w jej domu. Doktor Anand obiecuje jej odnaleźć jej ukochanego i połączyć ją z nim, jednak prosi ją by przez tytułowe tytułowe 'siedem dni' zgodziła się udawać jego żonę - po to by jego umierająca matka mogła odejść szczęśliwa, ze jej syn ułożył sobie (i swojej córce - bo Anand jest wdowcem) życie.

woh5

Jeśli to brzmi dla was podobnie do Hum Dil de Chuke Sanam, to tak, macie rację, podobieństwo w zarysie fabuły jest:) Ale jako że nie raz już udowodniono, iż z podobnego materiału można zrobić realizacyjnie i  aktorsko zupełnie różne filmy ci, którym HDDCS niespecjalnie przypadł do gustu (tak jak i w sumie mnie) nie powinni się tym zrażać. Jak to wyczytałam w komentarzu internauty w necie  Woh 7 din to bowiem bardziej urocza, a mniej kosztowna i melodramatyczna wersja tej historii. I z ciekawiej napisanymi  oraz lepiej zagranymi postaciami:)

woh1

Zacznę może od bohaterki. Grana przez Padmini Kolhapure Maya to bynajmniej nie żadna mimoza (vel idealny materiał na porządną znaczy potulną  indyjską żonę:P) ale energiczna młoda dziewczyna, wygadana i pewna siebie. To w sumie ona inicjuje kontakty z Premem - poczynając od delikatnych zaczepek, na pójściu do niego w nocy i żądaniu całusa (pod groźbą narobienia krzyku, że próbuje ją gwałcić:P) i ściągania z siebie dupatty (znaczy została w samym choli:D) a z Prema lunghi po to by zrobić z nich linę (dzięki której opuści się z balkonu, by wrócić do siebie) kończąc :D Tak, zdecydowanie nie wygląda na taką, która bałaby się, ze od pocałunku zajdzie w ciążę:P Potrafi także ostro i zdecydowanie zareagować na decyzję rodziny o wyswataniu jej z 'odpowiednim' kandydatem - poczynając od głośnego 'nie' (piękna reakcja na argument ojca, że on przecież obiecał, że honor rodziny. "Ale to Twój problem, nie mój"), przez próbę ucieczki, na owymże desperackim kroku samobójczym kończąc. Z drugiej strony jej pobyt w domu Ananda,  kontakt z nim i jego rodziną, okazywany jej  szacunek i zaufanie jednak ją trochę zmienia, Maya zaczyna inaczej widzieć pewne rzeczy, dojrzewa i to w sumie dość naturalny proces.

woh6

Męża znaczy doktora Ananda gra Nasserudin Shah. I jest niesamowity. Chodzący ideał znaczy, co bynajmniej nie znaczy, że jest nudny i mdły. Poważny facet po prostu, taki, przy którym można się czuć bezpiecznie, ale któremu można się i zwierzyć, taki który wspiera ale nie ogranicza, który nie myśli tylko o sobie i jest w stanie się poświęcić, wreszcie nie traktuje kobiety jako niższy gatunek (a wręcz wygłasza w pewnym momencie bardzo śmiałe poglądy na temat nierówności praw kobiet i mężczyzn w kwestii małżeństwa). No i dobry syn i ojciec.

woh3

Wreszcie grany przez Anila Kapora Prem. Chyba najmniej skomplikowana postać dramatu, przez większość filmu gra takiego sympatycznego, ale trochę naiwnego przybysza z prowincji. Trochę takie duże dziecko (ale nie tak nadekspresyjne  i  irytujące jak  w HHDHS). Jego relacje z Mayą czy Chottu (znaczy wyrostkiem,  który jest jakby jego 'asystentem' ) są głównie lekkie i przezabawne, ale nie ma tam takich atrakcji jak  choćby 'puszczanie wiatrów'. Zakończenie natomiast pokazuje i trochę inna jego stronę, to że choć prosty facet jednak ma i pewne zasady, których łamać nie chce dla nikogo. To pierwsza główna rola Anila (znaczy w bolly, bo parę miesięcy wcześniej zagrał swą pierwszą  główną rolę w ogóle w kannadyjskim filmie Maniego Ratmana) i jest po prostu uroczy:) Choćby taki:P

lunghi

kąpiel1kąpiel2

Dodając do tego garść fajnych 'smaczków filmowych' (w końcu przecież Prem chce pisać muzykę do filmów, więc ten temat jest mu bliski:D) i niezłą muzykę Laxmikanta i Pyarelala  (plus Vangelisowy background:P) otrzymujemy naprawdę fajny, prosty i ciepły film, w którym denerwować może tylko ewentualnie zakończenie, a raczej jego uzasadnienie, ale w sumie nawet i to przełknęłam jakoś zadziwiająco jak na mnie spokojnie (co chyba też dobrze o filmie świadczy:D). Ja polecam i na zakończenie jeden z klipów:

środa, 23 września 2009

Po przerwie wracam do przeglądu niepełnosprawnych postaci w filmach indyjskich. Byli już głuchoniemi i niewidomi, to tym razem coś szczególnie mi zawodowo bliskiego znaczy osoby upośledzone umysłowo. Na wstepie kilka obserwacji: primo - nie udało mi się znaleźć żadnych pań (no będzie jedna dziewczynka, ale mam na myśli dorosłe bohaterki). Czyżby granie osób upośledzonych były jednak tabu dla aktorek? Secundo- przegląd zacznę wyjątkowo od kina południowego, bo to chronologicznie najstarsze znalezione przypadki. W zasadzie ze starszych bolly mam tylko dwa przykłady i oba są remakami południowców. Też mnie to zdziwiło. Czyżby starsze południe mniej bało się tego tematu? I tertio - po raz pierwszy jeden aktor pojawi się kilka razy (dokładnie to 3 razy:D) znaczy można chyba powiedzieć, że to taki specjalista od ról osób intelektualnie mniej sprawnych.

No więc przechodzę do rzeczy:) Jak zwykle chronologicznie, więc jak już wspomniałam zaczynam od południa i od tego pana ze specjalizacją w takich rolach . Znaczy chodzi mi oczywiście o Kamala:D Dwie role będą z kina tamilskiego i jedna z kina telugu.

Aha, cżęść przykładów będzie też ilustrowana klipami:D (lepiej wtedy można zobaczyć wykreowaną postać)

16 Vayathiniley (1977)- Kamal jako upośledzony chłopak, który kocha się w swojej pięknej kuzynce. Oczywiście ona nie traktuje go poważnie.

16 vat

Kalyanaraman (1979) - Kamal jako mało rozgarnięty syn bogacza (o króliczych ząbkach:P) - o bolly remaku tego filmu za chwilę. (a po kliknięciu w obrazek dostęp i do klipu z filmu)

Kalyana

i tollywoodzkie Swathi Muthyam (1985) - Kamal jako dorosły o umyśle dziecka, który  jednakże okazuje się wiedzieć, co jest w życiu ważne lepiej od tzw' normalnych' ludzi - o bolly remaku tego filmu też za chwilę:) (po kliknięciu w obrazek też dostęp do klipu z filmu)

swathimytuhyam

To teraz dwa obiecane bolly remaki wymienionych wyżej południowców:

Dharmendra w Ghazab (1982) czyli remaku Kalyanaranam. (klip pod obrazkiem)

ghazab

i Anil Kapoor w Eeshwar (1989) czyli bolly remaku Swathi Muthyam:

eeswar

Jedyna rola dziecięca w tym zestawieniu (za to jak niesamowita!) czyli 3-letnia Shamili w Anjali (1990) (klip pod obrazkiem)

anjali

Vikram w tamilskim Pithamagan (2003) - przyznam, że z tą rola miała problem, znaczy z tym czy to na pewno jest upośledzenie umysłowe, w końcu uznałam, że można uznać, iż w pewien wtórny sposób tak:

pitamagan

I wracamy na chwilę do bolly.

Najbardziej chyba znany przykład czyli Hrithik w Koi Mil Gaya (2003) - upośledzony chłopak z zetknięciu z kosmitą:

kmg

Ajay Devgan w Main Aisa Hi Hoon (2005) -  upośledzony facet walczący o prawo do opieki nad swoim dzieckiem (tak, inspirowane amerykańskim 'I am Sam' z Seanem Pennem)

mahh

I znów lądujemy na południu przy dwóch filmach, których upośledzeni bohaterowie są szczególnie związani z matkami:

Sharwanand w tollywoodzkim Amma chepindi (2006)- czyli małomiasteczkowe życie osoby upośledzonej:

ammachep

I po raz pierwszy w moim cyklu o osobach niepełnosprawnych film kannada: Shivraj Kumar w Jogim (2006) - czyli upośledzony zdany na pastwę wielkiego miasta. (i znów klip pod obrazkiem)

jogi2

I to tyle na dziś:) Więcj grzechów przykładów nie pamiętam:) Co kolejnym razem to się okaże:)

 

czwartek, 17 września 2009

Całkiem przypadkiem, szukając jakichkolwiek starych tolly z napisami (a nie ma tego za dużo niestety) odkryłam fascynującą i wielce wszechstronną kobietę z południa znaczy Bhanumathi Ramakrishnę.

bhanumathi

Zmarła w 2005 roku aktorka, piosenkarka, kompozytorka, scenarzystka, reżyserka, producentka i właścicielka studia to jak się okazuje prawdziwa legenda, nazywana nie bez powodu m. in. Multifaced Queen of the Indian screen (królową indyjskich ekranów o wielu twarzach), Swarna Kanganam czy  Ashtavadhani. Urodzona w 1925 roku w Doddavaram koło Ongole w Andhra Prades Bhanumathi od dzieciństwa nasiąkała artystyczna atmosferą obserwując sceniczne występy ojca, wielbiciela muzyki i tańca klasycznego. To także on zadbał o jej muzyczne wykształcenie, dzięki któremu potem mogła zawsze sama śpiewać w swoich filmach. Zadebiutowała w wieku 13 lat w filmie telugu Varavikrayam (oczywiście od razu także jako piosenkarka), w którym zagrała dziewczynę, której ojciec pożycza pieniądze na jej posag, by wydać ją wbrew jej woli za  już trzykrotnie żonatego faceta. Ostatecznie zdesperowana dziewczyna popełnia samobójstwo a jej siostra pozywa za to jej ojca do sądu.

W 1943 roku  Bhanumathi wyszła za mąż za poznanego w czasie zdjęć do mitologicznego filmu Krishna Prema P.S.Ramakrishnę Rao - reżysera i producenta (notabene poślubiła go wbrew woli swego ojca). Wspólnie założyli wytwórnię Bharani Pictures, nazwaną od imienia ich syna.  Pierwszy wyprodukowany przez Bhanumathi  film to Ratnamala z 1947 roku. Rok później aktorka zadebiutowała w kinie tamilskim - filmem Rajamukthi. W 1953  roku Bhanumathi zadebiutowała także jako reżyserka. Chandirani przeszedł do historii jako pierwszy film indyjski wyreżyserowany i wyprodukowany przez kobietę, która w nim także zagrała i zaśpiewała oczywiście:) A sam film był trilingualny i wszedł do kin jednocześnie w wersji telugu, tamilskiej i hindi.

bhanumathi3bahnumathi4

W sumie Bhanumathi zagrała w ponad 200 filmach telugu i tamilskich wcielając się w przeróżne role: od komediowych do dramatów, od obyczajowych po przygodowo-awanturnicze i od mitologicznych po współczesne. Najsłynniejsze jej filmy to Krishna Prema, Swargaseema, Chakrapani, Laila Majnu, Vipranarayana, Malleswari, Batasari czy Anthastulu. Zdobyła 3 National Awards dla najlepszej aktorki: dwa za filmy telugu (Anthastulu z 1965 roku, w którym zagrała nieślubną córkę, która postanawia  dojść od ojca swoich praw i za rolę w historycznym fresku Palnati Yuddham z 1966 roku) i jedną za film tamilski (Annai z 1962 roku, gdzie zagrała niezmiernie przywiązaną do swego adoptowanego syna matkę) oraz nagrodę Nandi dla najlepszego reżysera w 1986 roku.  Otrzymała też od rządu indyjskiego odznaczenia Padma Bhushan i Padma Shri oraz honorowe doktoraty z dwóch uniwersytetów. Była także utalentowaną pisarką a jej autobiografia Nalo Nenu przyniosła jej w 1993 roku rządową nagrodę za najlepszą powieść (potem została zresztą sfilmowana jako serial tv). Oprócz kina, literatury i muzyki Bhanumathi  znała się też ponoć na astrologii i filozofii. I udzielała się dość mocno charytatywnie. Zmarła w wieku 80 lat w Chennai.

I porcja screenów z jej filmów:

Malleswari (z NTRem- rok 1951):

malliswari1malliswari2

malliswari3

Chandirani (też z NTRem - rok 1953):

chandirani1

chandirani2

Chakrapani (1954 rok- z ANRem):

chakrapani1

chakrapani2

Vipranarayana (1954 rok):

Vipranarayana

Baatsari (1962 rok):

baatsari

Vichitra Vivaham (1973 rok):

vichitra

i jedna z ostatnich ról - Peddarikam (1992 rok)

peddarikam

Niezwykła kobieta, której filmografię mam zamiar dokładniej poznać:)

Sporo informacji o Bhanumathi wzięłam stąd i stąd.

piątek, 04 września 2009

Są różne sposoby na depresję (znaczy popularnie mówiąc na 'doła':P). Np. można sobie puścić jakąś lekką, niezobowiązującą zbytnio do myślenia komedyjkę na poprawę humoru. Oczywiście zawsze jest ryzyko, że komedyjka okaże się przede wszystkim głupia i zamiast polepszyć nam humor tylko go pogorszy (i podniesie ciśnienie:P), no ale nie zawsze da się to przewidzieć.... Są jednak i tacy ,jak moja skromna osoba, którzy włączają sobie wtedy film o samobójcach:P W celu poprawy humoru:) Tak, wiem, że może brzmieć to co najmniej dziwnie, ale ci, którzy widzieli choćby Daswidaniya powinni mnie zrozumieć:) Znaczy, że filmy na takie pozornie przykre tematy są czasem najlepszym zastrzykiem optymizmu i chęci do życia:) Mee Shreyobhilasi jest dla mnie tak działającym filmem i spełnił swoje zadanie skutecznie:)

msbl

Na wstępie poznajemy grupę ludzi. Wszyscy mają jakieś swoje problemy, które dają im się we znaki na tyle, że nie chce im się już dalej żyć... Choćby młoda mężatka, której rodzina wciąż nie zapłaciła jej teściom należnego posagu, a ci wytykają jej to przy każdej sposobności. Czy młoda kochająca się para, których rodziny nie chcą zgodzić się na ich ślub. Para staruszków, którzy czują się zawadą dla własnych dzieci. Producent filmowy, który kręci same klapy i ścigają go wierzyciele. Albo nastolatek, który po raz kolejny oblał egzaminy i ojciec wyzywa go od darmozjadów i nieudaczników.

mee1

Wszyscy oni chcieliby skończyć z życiem, ale sprawa okazuje się nie taka prosta. Nie tak łatwo wybrać dobry, skuteczny rodzaj śmierci, taki żeby nikt nas w ostatniej chwili nie powstrzymał. Ale znajduje się ktoś, kto zdaje się świetnie na tym znać - osamotniony po samobójczej śmierci córki Raraji. Zamieszcza ogłoszenie w gazecie i gromadzi tych ludzi razem. I ma świetny plan na zabicie się: wynajęcie autokaru, którym wpadną w oddaloną o 6 godzin drogi  przepaść. Ten sposób będzie nie tylko skuteczny, ale pozwoli także na oszczędzenie ich rodzinom wstydu posiadania samobójcy w rodzinie, a i łatwiej będzie owym rodzinom uzyskać odszkodowanie za ich śmierć. A skąd pomysł wspólnej śmierci? Jak mówi Raraji 'skoro ludzie żyją razem dlaczego nie mogą i wspólnie umierać'...Autokar prowadzony przez sąsiada Raraji - pijaka, który stanowi nieustające źródło problemów dla swej rodziny, rusza więc w drogę ku śmierci...

mme3

Tak, wygląda to pewnie wciąż niewesoło, ale zapewniam, że Mee Sreyobhilashi nie jest ponurym, ciężkim dramatem a powodów do śmiechu jest w nim pewnie tyle samo co do wzruszeń. I to chyba podoba mi się  w nim najbardziej: że w jednym momencie coś nas ściska w gardle, choćby gdy oglądamy jeden z najbardziej niesamowitych tańców, jaki w życiu widziałam (a jest to jedyna scena  tańca w filmie, w którym ogólnie rzecz biorąc klipów nie ma), a zaraz potem trudno powstrzymać się ze śmiechu choćby na próbie napadu na bohaterów (well, przystawianie potencjalnym samobójcom noża do gardła z hasłem 'pieniądze albo życie' brzmi wyjątkowo absurdalnie:D).

Bardzo podoba mi się też koncepcja, żeby dzielić z innymi i radości i smutki. Bo często ludzie chcą dzielić się tylko tym pierwszym: gdy odniosą sukces czy coś pójdzie po ich myśli wtedy dzwonią po znajomych, organizują imprezy, chcą świętować razem. Ale gdy mają problem, wszystko idzie 'pod górkę' wtedy wolą zostać ze swoimi kłopotami sami, jakby wstydzili się i tym podzielić. A przecież we wspólnocie tkwi naprawdę wielka siła - trzeba się tylko na nią otworzyć:)

mee6

Zachwycił mnie też fakt, że w filmie występują w dużej mierze aktorzy kojarzący sie najbardziej z rolami komediowymi, a grający tu role odbiegające trochę od tego wizerunku, znaczy komediodramatyczne raczej: począwszy od świetnego Raghu Babu w brawurowej roli pijaka-kierowcy, poprzez Krishnę Bhagavana w roli zgryźliwego faceta w długach, na dwóch legendach komediowego kina telugu kończąc (a może raczej winno być 'zaczynając':D) czyli świetnym Nareshu jako producencie filmów o katastrofalnych tytułach i takichże wynikach kasowych oraz znakomitym Rajendrze Prasadzie w roli organizatora całego tego przedsięwzięcia. Obaj panowie są u nas mało znani, bo i teraz mniej już występują, ale tak jak legendami złotej epoki kina telugu są w zakresie herosów NTR i ANR, a przy rolach charakterystycznych SVR, tak jeśli chodzi o role komediowe niedoścignionym wzorem do dziś są właśnie Naresh i Rajendra Prasad.

mme3

Rajendra Prasad ma teraz szansę na wzrost popularności po roli tytułowej w Quick Gun Muruganie, natomiast co do Naresha warto wspomnieć, że jest on powiązany rodzinnie z jednym z najpopularniejszych u nas hirołow młodego pokolenia znaczy z Maheshem:D Naresh jest bowiem synem z pierwszego małżeństwa Vijayi Nirmali czyli drugiej żony Krishny (którego to synem z pierwszego małżeństwa jest Mahesh). Tak więc tato Mahesha jest  ojczymem Naresha, a mama Naresha jest macochą Mahesha.

Oczywiście dużą frajdę sprawiają także smaczki okołofilmowe:) Wspominany wyżej taniec odbywa się więc do piosenki Chiru z 'Tagore'. Dużą radochę budzi też usłyszenie imion trzech żon jednej z postaci filmowych:D Wreszcie coś, co wyłapałam dopiero przy tym seansie znaczy znajdujące się na ścianach mieszkania Raraji jak podejrzewam autentyczne, prywatne fotki Rajendry Prasada  z różnymi VIPami np. z Kotą Srinivasem Rao:

mee4

czy z właśnie zmarłym premierem Andhra Prades- YSR:

mee4

Jak wspominałam klipów w filmie nie ma. I jest tylko jedna piosenka, która przeplata się przez cały film:) Wzruszajaca i z pięknym tekstem - nagrodzonym zresztą Nandi dla najepszego tekściarza. A skoro już jesteśmy przy nagrodach, to Mee Shreybhilashi otrzymał także Nandi dla najlepszego filmu telugu 2007 roku (znaczy pierwsze miejsce, bo kapituła Nandi wybiera 3 filmy ustawiając je jakby na 'podium') oraz takież nagrody Santosham i Bharatamuni:)  Także kreacja Rajendry Prasada zebrała, prócz uznania krytyków, parę nagród aktorskich:)

Pewnie nie jest to film idealny. Pewnie można by się przyczepić, że miejscami za dużo w nim dydaktyzmu i 'łopatologii'...Ale jeśli przedtem przez ładnych parę dni chodziłam ze skwaszoną miną i widziałam tylko 'dziury w całym', a po tym seansie patrzę optymistycznej na świat i mam ochotę śpiewać, że 'I tak warto żyć' to jednak chyba nie tak mało:) Cóż, choć często mam wrażenie, że bardziej  cenione są dzieła mroczne i przybijające (znaczy raczej  tragedie niż komedie), ja uwielbiam filmy, które dają nadzieję i przywracają wiarę w ludzi:) A to jest taki film:)

środa, 02 września 2009

Wciąż raczkuję w kinie kannada ale zdążyłam już przejść parę faz, znaczy od pierwszego zachwytu tą kinematografią, przez zniechęcenie słabszymi filmami do dalszego jej zgłębiania, na fazie ponownego docenienia kina kannada kończąc:) To ostatnie nastąpiło właśnie dzięki temu filmowi:) Accident to bowiem świetnie zrealizowany i zagrany film z ciekawą fabułą i suspensem, film dostarczajacy emocji i poruszający uczucia.

accident1

Bohater filmu Sawanth to radiowy discjockey. Właśnie wraca z miesięcznego kursu za granicą. Stęskniony, nie może się doczekać powrotu do żony. Na lotnisku jednak nie ma Vasu, a witający go przyjaciele mają nietęgie miny.. Okazuje się, że Vasu nie żyje - zginęła w tragicznym wypadku samochodowym. Sawanth jest w szoku, który pogłębia się jeszcze, gdy okazuje się, że żona nie jechała sama ale z kolegą z pracy, a prowadząca śledztwo policja sugeruje, że mogli oni mieć romans, natomiast wypadek był skutkiem zbyt szybkiej jazdy i to być może jeszcze po pijanemu... Sawanth, który absolutnie nie wierzy, że jego żona byłaby zdolna do takich rzeczy postanawia przeprowadzić własne śledztwo, które rozpoczyna od wizyty u wdowy po zmarłym jadącym z jego żoną. To, co odkrywa staje się coraz bardziej zaskakujące...

accident4

Film w sumie od początku wciąga i tak jest aż do końca, gdy bowiem zaczyna nam się wydawać że już coś wiemy, wychodzi jeszcze coś innego, nowego, co zmienia sytuację a widz zastanawia się coraz bardziej, o co w końcu chodzi i jak to się skończy...

accident

Ramesh Aravind nie tylko zagrał główną rolę Sawantha ale także ten film wyreżyserował i jestem nim coraz bardziej zachwycona. Bo widziałam go już wcześniej, co ciekawe w roli 'po Dharmendrze'  i -co jeszcze ciekawsze:P - bardzo mi się tam spodobał (choć Dharmendrowego Pyaremohana uwielbiam totalnie:D). W Joke falls jego rola była komediowa, tu ma natomiast bardziej dramatyczną i jest znakomity! Świetnie pokazał  nie tylko twardą determinację swojej postaci w dążeniu do odkrycia prawdy (co chce zrobić nie tylko dla siebie ale i dla żony właśnie) ale i jej momenty załamania czy jakże poruszające próby radzenia sobie z życiem już bez żony a z wciąż napływającymi wspomnieniami o niej (i te momenty ściskają za serce chyba najbardziej). Zdecydowanie postanowiłam poszukać i innych jego filmów:) Świetnie spisuje się także reszta obsady - szczególnie zwraca uwagę postać ministra, ale także grupa przyjaciół bohatera, którzy są przy nim i wspierają go przez cały czas.

accident

Wiekszość klipów jest kameralna, spokojna, one podkreślają właśnie stany emocjonalne bohatera związane z radzeniem sobie po stracie żony, obrazują jego wspomnienia o niej:) Mój ulubiony to chyba ten:

Nie jest to pewnie 'ładny i miły' film, taki całkiem dla relaksu ale to naprawdę dobre, trzymające w napięciu kino i jak najbardziej polecam:)

 

niedziela, 30 sierpnia 2009

Zgodnie z zapowiedziami ciąg dalszy przeglądu i tym razem niewidomi bohaterowie w filmach indyjskich. Kolejność znów chronologiczna. Proszę się też nie spodziewać osób nagle tracących, a potem odzyskujących wzrok jak w masalach z lat 70:)

Przykładów znalazło się nie mniej niż głuchoniemych, ale tym razem zaczynają się dopiero od lat 80:)

Nasserudin Shah w Sparsh (1980) - czyli niewidomy, który prowadzi szkołę dla osób niewidomych i nie znosi litości 'zdrowych' dla takich osób:)

SPARSH

Rakhee w Barsaat ki ek raat (1981) - młoda niewidoma dziewczyna, w której zakochuje się Big B.

barsaat

To były dwa przykłady z bolly, a teraz przechodzimy na południe, gdzie znajdziemy niewidomych artystów:

Kamal w tamilskim Raja Parvaai (1981) - jako niewidomy skrzypek.

raja paarvai

I Sarvadaman Banerjee w telugowym Sirivennela (1986) jako niewidomy flecista.

sirivenela

I wracamy na chwilę do bolly (choć reżyser wciąż południowy:D):

Madhuri Dixit w Sangeet (1992) - jako niewidoma dziewczyna zarabiająca na życie pokazami tańca w spelunach.

sangeet

Akshay Kumar, Arjun Rampal i Paresh Rawal w Aankhen - czyli trójka niewidomych zatrudnionych do obrabowania banku. Przykład dzięki Gauri:)

aankhen

I znów na południe, do kina tamilskiego:

Prabhu Deva w One two three (2002) - niewidomy, który udaje pełnosprawnego, żeby nie traktowano go inaczej.

123bis

Vikram w Kaasi (2002)- niewidomy biedny chłopak, który musi zarabiać na utrzymanie całej rodziny. Dodam jeszcze, że ma niemą ukochaną (o której zapomniałam w poprzedniej części). Notabene film jest remakiem malyalama ,ale do fotek z oryginału nie udało mi sie dotrzeć...

kaasi

Jyothika w Perazhalagan (2004) - niewidoma dziewczyna, w której zakochuje się garbaty Surya (wspominam o nim specjalnie, bo pewnie trudno go będzie gdzieś osobno uwzględnić:)). I to też remake malayalama:)

peralazhan

I od razu fotka z owegoż pierwowzoru czyli Navvya i Dileep w Kunjikoonam (2002):

kukinnujam

I wracamy do bolly:

Arjun Rampal w Vaada (2005) - niewidomy i zagadka kryminalna śmierci jego żony.

vaada

Fardeen Khan w Pyare Mohan (2006) - czyli niewidomy i głuchy (też zaległość z poprzedniego odcinka - Vivek Oberoi) jako przyjaciele po wypadku prowadzący wspólnie sklep.

pyare mohan

Amisha Patel w Humko Tumse Pyaar Hai (2006) - niewidoma dziewczyna, w której zakochuje się najpierw Arjun a potem Bobby.

htph

Kajol w Fanaa (2006) - czyli najbardziej chyba znany przykład:) Znów młoda niewidoma dziewczyna, która zakochuje się w Aamirze:)

fanaa

Ostatni przykład znów z południa: Pooja w Naan Kadavul (2009):

naan kadavul

No i oczywiście jeszcze Rani w Black, o której była już mowa i w poprzedniej części:)

Następna część na pewno będzie, ale jeszcze nie wiem, czy  będą w niej upośledzenia narządu ruchu czy raczej umysłowe i choroby psychiczne:) Zależy od materiału:)

 

edit: Nowe przykłady zostały podkreślone:)

środa, 26 sierpnia 2009

Zainspirowana ostatnimi newsami o niepełnosprawnych aktorach w kinie indyjskim (głuchoniema aktorka w filmie tamilskim, niewidomy aktor w filmie bolly) grających jednak postaci pełnosprawne, zaczęłam się zastanawiać jak cżęsto można zobaczyć tam faktycznie niepełnosprawnych ekranowych bohaterów. Bo przecież na pierwszy rzut oka w kinie indyjskim rzuca się w oczy raczej kult piękna i młodości...Z drugiej strony role osób upośledzonych są przecież zwykle dużo ciekawszym wyzwaniem aktorskim. Czy znajdziemy więc w Indiach filmy o osobach głuchych, ślepych, upośledzonych umysłowo, chorych psychicznie? A i owszem:) Może nie jest tych filmów nie wiadomo ile, ale po namyśle znalazłam na tyle przykładów, żeby podzielić notkę nawet na parę części. Dziś więc o osobach głuchoniemych. Kolejność chronologiczna znaczy wg dat powstania filmów:)

Zaczynamy od przykładów z klasyki kina hindi:

Big B w Reshma Aur Shera (1971) - czyli głuchoniemy brat głównego bohatera, granego przez Sunila Dutta. Postać niby drugoplanowa ale dzieki wyrazistej kreacji Biga (jedna z jego pierwszych ról) zostaje w pamięci chyba nawet bardziej od głownych bohaterów filmu:

reshma

Jaya i Sanjeev Kumar w Koshish (1972) - czyli para głuchoniemych bohaterów w roli głównej, a ich próby radzenia sobie z życiem są tematem przewodnim filmu. Świetne role obojga.

koshish

Teraz przechodzę na południe - do kina telugu. Wbrew stereotypom nie tylko samymi supersprawnymi hirołami ono stoi a w filmach największego tollywoodzkiego reżysera K.Vishwanatha nie brakuje osób w różny sposób niepełnosprawnych.

Jaya Pradha w Siri Siri Muvva (1976), ale i w bolly remaku tego filmu czyli w Sargam (1979) - filmu jeszcze nie widziałam, ale o ile wiem głuchoniema dziewczyna uczy się tam tańca klasycznego:)

sargam

Suhasini w Sirivennela (1986) - głuchoniema malarka okazuje się największą wielbicielką talentu niewidomego muzyka (tak, o nim będzie też  w notce o niewidomych:D). Znakomita rola świetnej południowej aktorki:)

sirivennela

Na chwilkę przeskakujemy znów do bolly:

Seema Biswas i Nana Patekar w Khamoshi- the musical (1996) - czyli głuchoniemi rodzice wychowujący słyszącą córkę. Tego filmu też jeszcze nie widziałam.

khamoshi

By powrócić znów na południe - tym razem do kina tamilskiego:

Ajith w Vaalee (1999) - głuchoniema szuja, która pomimo swej niepełnosprawności odnosi sukcesy w biznesie i nie cofnie się przed niczym by zdobyć upragnioną kobietę... Jedna z najlepszych ról Ajitha.

vaalee

Raju Sundaram w One two three (2002) - czyli głuchoniemy, który udaje, że nie jest głuchy, bo nie chce żeby mu ludzie współczuli z powodu jego niepełnosprawności.

123

I znów na chwilę do bolly (choć reżyser z południa:P)

Shreyas Talpade w Iqbal (2005) - głuchoniemy chłopak w pogoni za swoimi marzeniami zostania zawodowym krykiecistą. Bardzo chwalony Shreyas i chyba też muszę w końcu zobaczyć:)

iqbal

Rani w Black (2005) - jako podwójnie upośledzona, bo i głucha i niewidoma dziewczyna, której jednak przy pomocy dobrego nauczyciela uda się sporo osiągnąć:) Znakomita kreacja Rani (i tez będzie i w cżęści o niewidomych:D)

black

I kolejny powrót do kina tamilskiego:

Bharath w Pattiyal (2006) - głuchoniemy ganster znaczy killer do wynajęcia. Mimo niepełnosprawności świetny w 'zawodzie'. Muszę wspominać, że kapitalna rola Bharatha?

pattiyal

Jyothika w Mozhi (2007) - czyli zwykła młoda dziewczyna. Tyle że niesłysząca. Plus słyszący facet, który próbuje zdobyć jej uczucie.

mozhi

A kolejna część będzie o osobach niewidomych:)

piątek, 14 sierpnia 2009

Po raz kolejny obejrzałam w pewnym odstępie czasowym najpierw bolly remake (bo podpisany:D) a potem oryginalną południową wersję filmu saute. Z tym że tym razem remake znaczy ‘Virasat’ naprawdę mi się podobał (a rzadko to się zdarza:P), bo ładnie to wszystko przeniesiono i dobrze zagrano (wrażenia z seansu tu), ale oczywiście po oryginale spodziewałam się jeszcze więcej. Czy to dostałam? Myślę że tak, choć różnica między oboma filmami siłą rzeczy nie była tak uderzająca jak w przypadkach, gdy to remake raczej mi się nie podobał.

tmagan

Ogólnie klimat obu filmów jest dość podobny i refleksje po seansie w zakresie przedstawionej fabuły mam dość podobne jak po remaku, więc nie będę się powtarzać. Choć jednak tym razem jakoś bardziej rzuciło mi sie w oczy, że w tej patriarchalnej opowieści o ojcu i synu, który musi wybrać między swoimi  planami i marzeniami a kontynuacją rodzinnego dzieła w sumie najważniejszym czynnikiem wpływającym na decyzje bohatera nie był jednak ten konflikt rodzinny ale troska o zwykłych mieszkańców wsi. Być może stało się tak dlatego, że przy seansie Virasat zbyt się koncentrowałam na szukaniu podobieństw do Ojca Chrzestnego (dla którego to ów film miał być kolejnym hołdem) a tu już mogłam sobie to ‘odpuścić’, wiedząc że tak naprawdę podobieństw jest niewiele - ledwie skromne przebłyski. I dobrze, bo przez to ten film jest dużo bardziej indyjski. Tu rodzina jest owszem najważniejsza, ale rodzina rozumiana bardzo szeroko, nie tylko jako więzy krwi ale jako jakaś wspólnie żyjąca społeczność, dla której to grany przez Sivajiego bohater jest ‘przywódcą’ czyli jakby ojcem. A ojciec wiadomo, bywa surowy, czasem się go boimy, bo wiele wymaga i potrafi ostro osądzić ale jednak opiekuje się swymi 'dziećmi' najlepiej jak potrafi, traktując to jako swój honorowy wręcz obowiązek.

tmagan1

tmagar2

Oczywiście fantastyczne jest też aktorstwo, ale trudno się dziwić skoro mamy tu  mistrzowski duet jak z marzeń czyli Sivajiego i Kamala jako ojca i syna, Nassara jako zawziętego kuzyna Kamala oraz  świetne dwie panie – Revathy i Gautami (której mocna reakcja na pewne zdjęcie zrobiła na mnie dużo większe wrażenie niż ta odpowiadającej jej postaci Pooji Batry w wersji bolly, zresztą tam była ona stosunkowo najsłabszym punktem obsady). Warto dteż dodać, zę kreację Revathy nagrodzono National Award dla najlepszej aktorki drugoplanowej. I nawet Vadivelu, którego pojawienie się już na samym początku wywołało u mnie złe przeczucia, mnie nie wnerwił:P

Zdecydowanie bardziej podobała mi się w wersji tamilskiej pewna scena walki, gdzie w odróżnieniu od wersji bolly bohater  jednocześnie się bił i tańczył:D Uwielbiam takie połączenia!

Muzyka IIlaiyaraajai jest rzec można surowsza niż w wersji bolly. Bardziej nastrojowa i klimatyczna niż żywa. Do tego dochodzi genialny background świetnie podkręślający ważne sceny.

I bardzo ciekawa jestem jakim cudem na YT znajdują się podpisane fragmenty filmu!! Bo o ile wiem film w takowej postaci nie wyszedł. Niemniej internauci wspominali, że ponoć Anyagran starał się o prawa do Thevar Magan. Jeśliby się udało to byłaby jak sądzę szansa na wydanie filmu  z napisami. Czego sobie i innym fanom południowej klasyki życzę:)

 

Ps. Jeszcze mi się przypomniała jedna ciekawa różnica: bohater przywozi na początku do domu dziewczynę (potencjalną narzeczoną). W bolly remaku jest ona NRI znaczy w ogóle mieszka już za granicą. Tu nie jest ona emigrantką ale telużanką, a nie tamilką. I już to wystarczy, żeby patrzeć na nią podejrzliwie. Bo nie 'swoja'...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
| < Listopad 2009 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
Zakładki:
Blogi znajomych z sieci:)
Moje recenzje filmów indyjskich
Sprawdzone sklepy
Wokół Indii i kina indyjskiego
Bunty i Babli w Bollywood.pl

Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl