niedziela, 31 stycznia 2010

Niedawno przypadkiem trafiłam na wywiad z Atulem Kulkarnim, aktorem, którego od pewnego czasu kojarzę z drugoplanówek w różnych południowych filmach - pozytywnie kojarzę, znaczy ciekawym aktorem jest. Zaciekawiło mnie zwłaszcza to, co Atul opowiadał o pracy nad swym nowym filmem marathi, do którego najpierw musiał kilkanaście kilo przytyć i sporo napakować, by wyglądać na osiłka (ale spokojnie, bez sixpacka, bo to  zwykły rolnik miał być), a potem szybciutko to stracić, by w drugiej części filmu przeobrazić się w...scenicznego artystę grającego role kobiece.  Zafascynowało mnie to na tyle, że jak tylko udało mi się film dostać postanowiłam go obejrzeć:) Znaczy mój drugi film marathi:)

natarang

Guna jest ubogim farmerem, z trudnością wiążącym koniec z końcem, tak samo jak wszyscy w okolicy zresztą.. A tu trzeba wyżywić rodzinę: żonę, syna i chorego ojca. Jedyną 'odskocznią' w życiu Guny są objazdowe spektakle taneczne, które przenoszą go jakby w inny świat. W końcu, dzieląc się z przyjaciółmi wrażeniami z kolejnego z nich, wpada na śmiały pomysł: przecież każdy z nich też ma jakiś talent, może więc i oni mogliby założyć taka trupę i wystawić jakiś spektakl. I zarobić oczywiście.

natrang1

Sam obsadza się w wymarzonej roli króla i rozpoczynają się próby. Ale wkrótce okaże się, że kogoś im w trupie brakuje.do sukcesu przydałby im się jeszcze panzya - aktor, który będzie udawał kobietę. Ale chętnych do takiej roli (i którzy mieliby jeszcze szansę ją udźwignąć) brakuje. Guna postanawia więc sam podjąć to wyzwanie. Dobrze zbudowany facet postanawia nauczyć się chodzić, mówić i zachowywać jak kobieta. Przechodzi na dietę, by stracić choć trochę mięśnie. Ćwiczy kobiece ruchy.. I goli też wąsy (cóż za zbieg okoliczności z poprzednia notką, prawda?). Ale jego poświęcenie i pasja ma też nieoczekiwane skutki. Choć może nie takie trudne odgadnięcia zważywszy, że jesteśmy na prowincji lat 70. Gdzie bycie 'odmiennym' w jakimkolwiek wymiarze (a już zwłaszcza męskości) nie jest - łagodnie mówiąc - dobrze widziane.

natarang3

Natarang to opowieść o podążaniu za swą pasją, o odwadze bycia innym, ale i o cenie, jaką trzeba za to zapłacić. Bolesnej cenie. Co nie znaczy, że nie wartej poniesienia. Skoro chodzi bowiem o coś także bardzo cennego: o spełnianie swych marzeń, odnalezienie i realizację swej pasji, takiej, która staje się częścią nas i od której pewnie, nawet gdybyśmy chcieli, nie możemy juz potem uciec...

natarang2

Atul znakomicie oddaje zarówno fizyczną jak i psychiczną przemianę swego bohatera. Pokazuje jego radość i gniew, szczęście i rozpacz czy ból, determinację i wahanie. I jak on się przeobraża - w sumie na naszych oczach - z tego 'prawdziwego faceta' w tę wiotką, delikatną kobitkę! Jak sie porusza, mówi, gestykuluje.Zdecydowanie żądam więcej głównych ról dla tego faceta, szkoda go marnować tylko na drugim planie po prostu!

natarang6

Wielkim atutem filmu prócz jego kreacji jest także muzyka, tradycyjna, świetnie budująca klimat 'dawnych czasów'. Np. taka jak w trailerze  filmu (spokojnie, nie zdradza widoku Atula po 'przemianie':D)

I tak, w tym filmie są i tak kochane przez nas w kinie indyjskim kolory, ale i te szarości codziennego życia. Chyba polubiłam kino marathi:)

wtorek, 19 stycznia 2010

Notka dedykowana Askay:)

Z czym kojarzy się południe Indii? Z wąsatymi facetami oczywiście:D Wąsy to obiekt dumy i oznaka męskości. Dlatego przewrotnie postanowiłam pokazać  znanych południowców od nieco innej strony. Bardziej 'gołej':P Pominęłam w zestawieniu permanentnych 'gołowąsów' (takich jak Siddarth czy Mahesh), bo to byłoby zbyt oczywiste. A chcę pokazać, że i ci, z którymi to ów wąs zdaje się nieodłącznie zrośnięty, mają swoje 'gołe' wcielenia^^

Zaczniemy od prostszych, mniej pewnie szokujących przykładów. Czyli np. Vikrama:

virkam wąs

Ajitha:

ajith wąs

Kamala:

kamal wąs

czy ostatnio Prakasha:

prakash wąs

Ale kolejne przykłady będą już - mam nadzieję - bardziej zaskakujące. I dlatego na razie ich nie podpiszę, dając szansę samodzielnego rozpoznania tych panów:)

1. Sathyaraj

wąs2

2. Mammootty

wąs 0

3. Pawan Kalyan

wąs3

4. Nagarjuna

wąs4

5. Ravi Teja

wąs5

6. Mohan Babu

waś6

I ostatnia - mam nadzieję najciekawsza - grupa:

Pierwszego moge podpisać, bo był zagadką parę notek temu znaczy Balakrishna:

balakrishna wąs

Ale kolejne panie pozostawię na razie jako bezimienne^^

7. Chiru

wąś8

8. Rajendra Prasad

wąs 9

Mam nadzieję, że udało się połączyć przyjemne z pożytecznym:) I że niektórzy (niektóre:P) nie powyrywali sobie z kolei włosów z rozpaczy za owymi wąsami:D (ja też ogólnie wolę wersje wąsate tych panów^^)

edit:

Dzięki Tao dodatek specjalny czyli bezwąsy Rajini:

wąs special

środa, 06 stycznia 2010

Tym, którzy po raz pierwszy stykają się z kinem bolly kojarzy się ono najczęściej z przepychem i wystawnością, wielką emocjonalnością, a nawet patosem czy ckliwością (podkreślanymi także specyficzną, bardzo 'wyrazistą' grą aktorską). Sama przez dłuższy czas byłam gotowa nawet udowadniać, że to właśnie jest cecha charakterystyczna tego kina i tak w nim być musi:P Potem oczywiście spostrzega się, że niekoniecznie, a gdy dochodzi się do czarno-białych klasyków z lat 50-60 człowiek zaczyna się z kolei raczej zastanawiać jak kino, które wtedy było tak rzec by można 'prozachodnie' - oszczędne i stonowane, mogło potem tak się zmienić. No i wtedy dobrze jest sobie obejrzeć taki film jak Jhanak Jhanak. I zobaczyć, że takie kino, które dziś uważa się za 'klasyczne' bolliłudowe (znaczy to najbardziej u nas znane) było jednak zawsze chyba w Indiach obecne. Choć może nie było tak widoczne jak dziś (a może jednak wtedy było, tylko te filmy nie przetrwały po prostu tak próby czasu do dziś? Trudno mi to definitywnie stwierdzić). Bo to esencja bollywoodzkiego melodramatu. Czyli bogate stroje i pełne przepychu dekoracje oraz masa 'bijących' z ekranu emocji. I o miłości 'z przeszkodami' oczywiście.


jhanak

Zabrałam się za ten film poniekąd z pewnej 'rekomendacji'. Otóż jeden z moich ukochanych reżyserów K.Vishwanath powiedział kiedyś, że zaczerpnął inspirację do jednego ze swych najgłośniejszych i najlepszych filmów - Sagary Sanganam - właśnie z Jhanak Jhanak. No więc spodziewałam się chyba nie wiadomo czego. Na pewno jakiegoś poruszającego dramatu i dużo tańca klasycznego. Zwłaszcza, że reżyserem jest tu też nie byle kto, a V. Shantaram (którego Do Bigha Zamin znajduje się na liście 25 godnych obejrzenia filmów bolly). Well.. jakąś inspiracją to i być mogło, bo sam pomysł fabularny na zawiązanie fabuły jest podobny, ale rozwinięcie.. cóż, tu Vishwanath moim zdaniem przeskoczył dużo wyżej.

 

jhanak0

 

Film rozpoczyna się sceną zdzierania przez pewnego starca plakatów z wizerunkiem młodej aktorki i tancerki. Starzec, który okazuje się mistrzem uczącym tańca klasycznego, przychodzi potem także na występ owej dziewczyny, który ocenia jako zniewagę dla 'prawdziwego' tańca klasycznego i jako 'wzorzec' tego, jak to powinno wyglądać tańczy jego syn Giridhar. Neela (owa dziewczyna) jest pod takim wrażeniem jego występu, że chce koniecznie pobierać nauki u mistrza, by też kiedyś tak tańczyć. Mangal nie jest zachwycony taką perspektywa, ale Giridhar tłumaczy mu, że przecież i tak potrzebuje partnerki do wielkiego konkursu tanecznego, który ma się odbyć już za rok, więc czasu nie pozostało tak wiele i nie ma co go tracić na dalsze poszukiwania, skoro dziewczyna coś już jednak potrafi no i chce. I rozpoczynają wspólne treningi. Gdybyż tylko dalej poszło to w tym kierunku byłoby świetnie, ale niestety odtąd akcja idzie zdecydowanie w stronę mdłego melodramatu, znaczy między młodymi rozwija się uczucie, śpiewają sobie słodkie arie i oczywiście, mistrz, gdy się dowie o obrocie spraw, nie będzie z tego zadowolony i będzie próbował temu związkowi przeszkodzić.

jhanak9

Znaczy ogólnie jak dla mnie mówiąc głównie sentymentalne i pseudodramatyczne nudy. Co gorsze rozczarowałam się też kwestią tańca klasycznego (tu jest to akurat kathak), bo owszem grający główną rolę Gopi Krishna jest faktycznie profesjonalnym tancerzem i jak tańczy robi to rewelacyjnie (zresztą układał też sam choreografię do filmu) tyle, że skoro melodramat to po początku zamiast tańca klasycznego oglądamy dużo 'pląsanych' miłosnych duetów w plenerach i dopiero pod koniec, gdy mamy już konkurs, znów jest więcej tańca klasycznego. Dla mnie to jednak niewybaczalne marnotrawstwo potencjału - mieć tancerza klasycznego i robić takie filmowe dueciki 'wokół drzew' (aż mi się przypomniała scena z Sagary..gdzie bohater - bardzo zdolny tancerz -angażuje się do filmu, by zarobić na życie i mniej więcej tak samo każą mu tam tańczyć).

jhanak6

 

Ale to nie wszystko. Otóż w tym filmie (z lat 50, ale już kolorowym) 'biją po oczach' nie tylko stroje i dekoracje, ale także makijaże, a zmalowana (dość konkretnie:P) jest nie tylko bohaterka, ale i nasz bohater takoż (choć w trochę mniejszym stopniu. Ech, a do tej pory myślałam, że to tylko południowców kiedyś do tych ról mitologicznych podmalowywali^^). No i gra jest oczywiście bardzo 'teatralna'. Czyli w skrócie mówiąc w pełni tradycja indyjskiego teatru (na ile się na nim znam znaczy, a nie najlepiej przyznam, niemniej zawsze takie były argumenty na rzecz tego, czemu te 'tradycyjne' bollywoody wyglądają, jak wyglądają).

 

jhanak5

 

Pora na jakieś wrażenia bardziej wizualne:) Oto mój najbardziej 'ulubiony' klip znaczy tancerka z pawimi piórami i szczudlany balet - jak to zobaczyłam w filmie to prawie zeszłam....

Ale, żeby nie było, że tylko krytykuję i nie widzę nic dobrego w filmie to dla równowagi świetny klip z tańcem klasycznym, czyli początek z tańcem Neeli a potem Giridhara:

Ech, jakby tylko takich rzeczy było tam więcej...

Ponoć był to najbardziej komercyjny i 'masowy' film Shantanarama (odniósł zresztą olbrzymi sukces kasowy)  i tylko z tego powodu nie straciłam całkiem ochoty do zapoznawania się z innymi jego filmami.

 

środa, 30 grudnia 2009

Kontynuując poznawanie wielkich reżyserów tolly postanowiłam zapoznać się z Vamsim (ale nie Krishną Vamsim tylko po prostu Vamsim) - reżyserem, którego uważa się za jeden z 4 filarów kina tolly lat 80-90 (pozostałymi są Vishwanath, Bapu i Jandhyala) i zrobić to przez jeden z najbardziej jego znanych filmów, klasyczną komedię Ladies Taylor. Dodatkową zachętą był fakt, iż główna rola w tym filmie stała się przełomem w karierze aktora, który zainteresował mnie już jakiś czas temu, a którego starszych kreacji nie miałam do tej pory okazji poznać - tollywoodzkiego Króla Komedii czyli Rajendry Prasada.

 

ladies1

 

Bohaterem filmu - zgodnie z jego tytułem - jest krawiec damski. Jedyny w okolicy zresztą, więc zleceń mu nie brakuje. Tylko, że on nie bardzo lubi pracować i od 'bez pracy nie ma kołaczy' woli teorię, że do bogactwa można dojść bez wysiłku, dzięki samemu szczęściu po prostu. Toteż gdy usłyszy od wróżbity, że zostanie bogaty, gdy tylko poślubi kobietę ze znamieniem na udzie natychmiast zabiera się do  szeroko zakrojonych poszukiwań takowej. Nietrudno się domyślić, że dowiedzenie się, czy kandydatka ma znamię i to na tej części ciała nie należy do najłatwiejszych zadań, ale to bohatera wcale nie odstrasza. Wszak widzi już oczami wyobraźni swą wspaniałą przyszłość i dla niej posunie się do wszelkich podchodów, kłamstw i...fałszywych obietnic małżeństwa.

 

ladies6

 

Temat wydaje się dość śliski i bardzo łatwo mogło z tego powstać coś niesmacznego czy wręcz wulgarnego, ale jakoś tu nie odniosłam takiego wrażenia. Być może to kwestia czasów, że tak powiem, bo mam wrażenie, iż w niejednym starszym filmie pokazuje się różne, teoretycznie dość dwuznaczne rzeczy i wyglądają fajnie, a równocześnie zdajemy sobie sprawę, że gdyby powiedzmy dziś powstał remake takiego filmu to zapewne bylibyśmy jednak może nie tyle zgorszeni co właśnie zniesmaczeni (notabene parę lat temu właśnie zrobiono bolly remake tego filmu i po trailerze takie mniej więcej mam o nim zdanie. I nie mam ochoty go oglądać). Inna sprawa, że i spora część dzisiejszych komedii jakby coraz bardziej zniżała się poziomem do też obniżającego się gustu widzów.

 

ladies0

 

Ale wracając do filmu: pierwsza część rozgrywa się dosyć leniwie, by nie rzec nawet niemrawo, i trochę się nawet nudziłam, choć być może powinnam podziwiać piękne widoki Godavari (Vamsi jest szczególnie słynny z portretowania okolic tej rzeki, ogólnie telugowie są z niego bardzo dumni właśnie z tego powodu, że jego filmy świetnie oddają piękno ich stanu). Stopniowo jednak akcja się rozkręca, bo oczywiste jest, że w którymś momencie krawcowi jednak powinie się noga, bo ani nie da się uwieść tylu kobiet, żeby się sprawa w końcu nie 'rypła', a i w końcu spotka taką, która okaże się jego godną 'przeciwniczką' i nie da się tak łatwo podejść - notabene będzie to nauczycielka (u której to niby hindi się będzie chciał uczyć^^). Trochę mnie wkurzył nachalny i dobitnie wyeksponowany morał na końcu, na szczęście okazało się, że morał morałem, skrucha skruchą, a stosowna nauczka i tak być musi. I słusznie:D

 

ladies5

 

ladies9

 

Rajendra Prasad stworzył tu bardzo ciekawą postać, taką za jakimi teraz trochę tęsknię w tym kinie. Bo ten jego bohater to jest taki mocno dwuznaczny moralnie. Nie tylko, że leń i obibok, ale jak już wspomniałam kłamca i flirciarz, który dla osiągnięcia swego czysto egoistycznego celu nie zawaha się wykorzystać innych (no, tu akurat inne^^). Żaden tam wzór do naśladowania. Dziś, nawet jak bohater robi źle, to zwykle mamy jakieś stosowne usprawiedliwienie, znaczy że robi to w jakimś słusznym celu, dla dobra ogólnego itp. Tu nie ma nic z tego, bohater jest po prostu myślącym tylko o sobie i swej wygodzie egoistą i tyle. I tak naprawdę nie jestem nawet przekonana czy do końca się zmienia. Cieszy mnie też fakt kolejnej ciekawej postaci kobiecej, owej nauczycielki właśnie, która najpierw nieźle daje bohaterowi 'popalić' (dość nieodłącznym kijaszkiem w ręku:P) i nawet fakt, że zaczyna go darzyć uczuciem nie zmienia jej w potulne cielę:P

 

ladies8

 

Muzyka Ilaiyaraaji jakoś wielce mnie nie urzekła, ale ładnie splata się z klimatem filmu. Ciekawostką jest tu piosenka Ekkada Ekkada. Otóż okazuje się, że Vamsi najpierw nakręcił klip (czyli wizualizację), a dopiero potem Ilaiyaraaja nagrał muzykę 'pod niego'. Czyli całkiem odwrotnie niż zazwyczaj:) Oto ten klip:

Klip, w którym przebrany za boga Krishnę bohater podgląda kąpiące się panny:)

I piosenka bohatera z nauczycielką  (z kijaszkiem^^):

Wsominałam już o remaku bolly, ale ostatnio pojawiły się też pogłoski o nakręceniu tolly sequela Ladies Tailor. Z Ravim albo Allarim w roli głównej jako syna owego krawca. No niby aktorzy dobrani dobrze (Allariego nawet nazywa się następcą Rajendry Prasada), ale nie do końca jestem przekonana czy i tak takie ciągnięcie tematu po latach ma sens. No ale zobaczymy czy w ogóle coś z tego wyjdzie:)

 

piątek, 18 grudnia 2009

Kiedyś było o indyjskich Zorrach to teraz pora na 'wcielenia' kolejnej ikony zachodniej kultury:) Oto więc filmowe Chapliny (pod większością obrazków znajdują się  i poglądowe klipy - wystarczy w nie kliknąć:))

Najpierw z północy:

Rishie Kapoor w Naseeb (1981)

rishie naseeb

I pani 'Chaplinka' czyli Sridevi w Mr. India (1987):

sridevi mrindia

A teraz z południa (być może kwestia mojego spaczenia, nie wiem, ale jakoś ich więcej wyszło^^):

Kamal w tamilskim Punnagai Mannan (1986):

kamal punnagai

Chiru w tollywoodzkim Chantabbai (1986):

chantabbaii

Rajendra Prasad w telugowym Trimurtulu (1987- to ichniejszy remake Naseeba:D)

rajendra thimurtulu

I jako bonus specjalny coś nie z filmu i wersja nieco 'przestajlowana'- Dimple Kapadia na okładce The Illustrated Weekly of India:

dimple

 

wtorek, 08 grudnia 2009

Nie mam natchnienia do przelewania własnych myśli na papier (w sumie do myślenia w ogóle:P), więc będzie notka edukacyjno-ciekawostkowa, czyli po prostu przetłumaczony wyszperany w sieci artykuł:)

Oto krótki przegląd 'kamieni milowych' kina telugu, czyli kiedy różne rzeczy pojawiły się w nim po raz pierwszy:)

1921 - Bhisma Pratighna - wyreżyserowany przez Raghupathiego Venkaiaha (zwanego 'ojcem tollywoodu', który był także pierwszym 'dystrybutorem' na południu) i jego syna R.S. Prakasha pierwszy film tolly, niemy oczywiście. I mitologiczny, bo taka tematyka dominowała przez pierwsze lata w kinie telugu.

bhakta paraga

1931 rok - pierwszy dźwiękowy film tolly. Bhakta Prahladę wyreżyserował H.M.Reddy, a  wyprodukował Ardasher  M.Irani.  W filmie zagrał pierwszy komik: Chitrapu Narasimha Rao, a muzykę do niego skomponował H.R.Padmanabha Sastry, który był pierwszym kompozytorem filmowym.

mala pilla

1938 - Mala Pilla w reżyserii  Gndavalliego  Ramabrahmama – pierwszy film poruszający tematykę społeczną, a konkretnie kwestię kast. Film o ortodoksyjnym braminie zakochującym się w dziewczynie z niższej kasty wywołał sporo protestów ze strony przedstawicieli wyższych kast. Kompozytor, Bhimavarapn Narasimha Rao, wprowadził do kina telugu koncepcję muzyki w tle filmu (backgroundu). Malapilla zainspirowała powstanie serii filmów społecznych jako opozycji wobec dominujących dotąd trendów kina religijnego i mitologicznego.

1947 - Ratnamala czyli napisany i wyprodukowany przez Bhanumathi, a wyreżyserowany przez jej męża PS Ramakrishnę Rao film mitologiczny, który był pierwszym filmem bez głównego bohatera męskiego.

pathala bhariavi

1951 rok - Pathala Bhairavi. Wyreżyserowany przez K.V.Reddy'ego pierwszy film, który można nazwać 'kasowym hitem'. To także pierwszy film, w którym dużą wagę  przywiązano do pracy kamery i scenografii (operatorem filmu był Marcus Bartley a kierownikiem artystycznym Gokhale). Muzykę skomponował Ghantasala, a do nagrania backgroundu wykorzystano po raz pierwszy Organy Hammonda.

devdas

1953 - Devadas z ANRem i Savithri w reżyserii Vedanthama Raghavayyi (jedna z adaptacji klasycznej powieści bengalskiej) to pierwszy film, w którym publiczność skupiła się na kreacjach poszczególnych aktorów.

maya bazaar

1957 - Mayabazaar w reżyserii K.V.Reddy'ego to pierwszy multistarrer w kinie telugu  [hmm.. w sumie nie wiem czemu nie Missamma - czyżby NTR i ANR nie mieli wtedy jeszcze takiej gwiazdorskiej pozycji??- przyp. mój] oraz pierwszy film, przy którym pracowało dwóch kompozytorów (Ghantasala i Saluri Rajeswar Rao).  Film cieszy sie popularnością do dziś.

1961 - Padandi Munduku w reżyserii  V. Madhusudhany Rao to pierwszy film, który otrzymał dotacje rządową i pierwszy film telugu wyświetlany w Związku Radzieckim.

lavakusha

1963 Lavakusha czyli pierwszy kolorowy film telugu.Wyreżyserowana przez  C. Pulliaha i CS. Rao produkcja mitologiczna  to także pierwszy film, który świętował 100 dni na ekranach (w 56 centrach).

dr chakravathy

1964 - Doctor Chakravarthi to pierwszy film telugu oparty na rodzimej powieści (autorstwa Koduriego Kausalyi Deviego, a pod tym samym tytułem).  Dr.Chakravarthi to także pierwszy film, który zdobył świeżo utworzoną nagrodę stanową - Nandi - dla najlepszego filmu telugu.

1965 - Thene Manasulu to pierwszy film telugu, w którym główni aktorzy (m.in. Krishna - był to jego debiut) zostali wybrani metodą castingu poprzez ogłoszenia w prasie o poszukiwaniu 'nowych twarzy'. To także pierwszy kolorowy film społeczny.

mosagallaku

1971 - Mosagallkau Mosagadu czyli pierwszy tolly film kowbojski - z Krishną w roli głównej. Film odniósł olbrzymi sukces. Został także zdubbingowany na angielski i był wyświetlany na zachodzie pt. Treasure Hunt.

muthyala muggu

1975 - Muthyala Muggu w reżyserii Bapu - był pionierem w zakresie nowego sposobu opowiadania historii i scenariusza filmowego.

shankarabhanaram

1979 - Sankarabharanam w reżyserii  K. Viswanatha  to pierwszy film, który odniósł sukces (znaczy zarobił pieniądze) bez żadnych zabiegów marketingowo-reklamowych (tylko siłą 'reklamy szeptanej' widzów)

mega sandesham

1983 - Megha Sandesham. Napisany, wyreżyserowany i wyprodukowany przez Dasariego Narayanę  Rao film był pierwszym, kóry zdobył aż 9 nagród  Nandi (i ogólnie ma 'na koncie' najwięcej nagród z wszystkich filmów telugu do dziś)

ptarigahthana

1985 - Prathighatana w reżyserii  T. Krishny to pierwszy film, który wprowadził do kina tolly postać 'politycznego awanturnika' ('Political Goonda').

shivaa

1989 - Shiva w reżyserii debiutanta  Rama Gopala Varmy to przełom techniczny w tollywoodzie. Zastosowane w filmie nowatorskie rozwiązania (sposób pracy kamery, efekty dźwiękowe itp) rozpoczęły nową erę w tym kinie.

Żródło.

piątek, 27 listopada 2009

W ten sposób chciałam upiec 'dwie pieczenie przy jednym ogniu', znaczy pozachwycać się jedną z moich ulubionych południowych aktorek i na jej przykładzie pokazać, że starsza kobitka i młodszy facet to może być świetne połaczenie ekranowe (bo ja chcę takie filmy indyjskie!).

A materiał muzyczny myślę jak w sam raz na Andrzejki:)

Od czego by tu zacząć? Może od tego:

Adavi Ramudu (2004) - z Prabhasem - choć wspólnie nie tańczą:( (niemniej dużo młodsza Aarti się chowa:P)

Za to jak najbardziej tańczy (i to jak!) Ramya z NTRem Juniorem:

W Simhadri:

I w Naa Alludu (gdzie znów 'kasuje' młódki znaczy Shriyę i Genelię:P)

Ramya  miała też item song z Maheshem - bodajże w Naani, niestety został wycięty:( (ponoć był zbyt nieprzyzwoity - strach pomyśleć, co ona tam mogła z Maheshem wyprawiać^^)

A teraz drugi stan, bo w TN Ramya też się udzielała:D

Z Simbu w Kuthu:

W Kaakha Kaakha Jeevan tylko plącze się w okolicy, ale występ Ramyi jest boski:

Na koniec coś, o co tak naprawdę mi z tymi filmami chodzi, znaczy kobieta-wamp molestująca młodszego faceta:P Czyli Ramya w filmie kannada Ba baaro rasika:

Doczekam więcej takich filmów?


środa, 18 listopada 2009
1,5 kg czystej pasji
Odrobina uroku
Dużo goryczy
2 krople przeprosin
999g zazdrości
1 łyżka niewinnych kłamstw
2 łyżeczki gorzkiej prawdy
4 plasterki  czystych emocji
1 całe poświęcenie
Dużo teściowskiej masali
Gotowe:)

Miałam ostatnio trudny okres, a jako że Cheeni Kum należy do mojego żelaznego 'pakietu antydepresyjnego' postanowiłam zrobić coś, co w sumie rzadko mi się zdarza znaczy obejrzeć film ponownie (normalnie to - widząc ile przede mną jeszcze nieobejrzanych wcale rzeczy - zawsze mi szkoda czasu na seansowe powtórki). Ale to miała być terapia. I dobrze się sprawdziła:) Bo to taki ciepły, choć słodko-gorzki  film, do śmiechu ale i do zadumy, film, w którym jak w przytoczonym wyżej 'przepisie' (zaczerpniętym z oficjalnej strony filmu) sąsiadują i przeplatają się ze sobą różne emocje - jak to w życiu bywa:)

cheeni kum2

On ma 64 lata, jest szefem kuchni, starym kawalerem i zgryźliwcem, którego boi się cały personel jego knajpy. W  jego życiu ważne są dwie kobiety: jedna to ponad 90-letnia mamusia, z którą wciąż mieszka (ale nie, bohater nie przypomina naszego prezydenta:D), energiczna wielbicielka 'Seksu w wielkim mieście' i muskularnych ekranowych hirołsów (bardzo by chciała, by jej syn też zadbał o siebie, ale on jakoś nie chce wybrać się na siłownię niestety:P), druga to 12-letnia sąsiadka, która udziela mu życiowych porad o życiu, a on .. sypia w jej łóżku (ale to nie jest bynajmniej żadna wersja Lolity:D) i 'wypożycza jej filmy dla dorosłych, które mogą oglądać też dzieci'. Pewnego dnia w życiu Buddy pojawi się jeszcze jedna kobieta. Połączy ich najpierw niepotrzebnie słodkie zafrani pulao, potem parasol, w końcu powoli rodzi się jeszcze coś więcej. Nina jest inteligentną i niezależną kobietą, która wie czego chce od życia, z jednej strony gotową na poświęcenia, z drugiej twardo stąpającą po ziemi.  Jest tylko jeden malutki problem: ona ma 34 lata i.... ojca młodszego od Buddy:D

cheenikum3

cheeni kum4

Nie będę wymieniać scen perełek, bo nie chcę nikomu, kto jeszcze tego filmu nie widział, zepsuć przyjemności podczas seansu, w czasie którego elementy zabawne sąsiadują z poważniejszymi, a uśmiech ze ściskaniem w gardle. I nie wiem, czy bardziej wielbię w tym filmie wspaniałego Biga (w którym to sama mogłabym się spokojnie zakochać:D) czy cudowną, pełna werwy Zohrę Segal  czy niesamowitą  Swini Kherę w roli Sexy.

Dodam za to, że specjalnie podkreśliłam wiek każdej postaci, bo to jest coś, co mnie tym razem jakoś szczególnie  zafrapowało. Znaczy problem oczekiwań społecznych związanych z wiekiem. Tego zakodowanego często tak głęboko i nawet nieświadomie w ludziach poczucia dotyczącego tego, co  w danym wieku wypada a co już może nie, co może dziecko, co nastolatek, a co starszy pan. Bo w tym filmie tak naprawdę wszyscy zachowują się nie 'jak na swój wiek':) Mamy tu bowiem dziecko zachowujące się i myślące w sumie  jak dorosła, dojrzała osoba, 60-latka zachowującego się właśnie jak dziecko (i to uparte:D), drugiego, który pod wpływem uczucia zaczyna zachowywać się trochę jak nastolatek, wreszcie bardzo starszą panią, która swym życiowym optymizmem i energią mogłaby zawstydzić większość młodych osób (w tym piszącą te słowa). Tak naprawdę więc, czy ten wiek metrykalny jest taki znaczący? Czy nie ważniejszy jest jednak nasz wiek mentalny, to na ile lat się czujemy i czy potrafimy się jeszcze cieszyć życiem? I piszę to jako osoba, która przez ostatnie dni zachowywała się jak mentalna staruszka widząca wszystko w czarnych barwach. I to z głupiego w sumie powodu. A przecież ładnych parę lat temu, gdy poznałam naprawdę kogoś podobnego do matki Buddy postanowiłam sobie, że ja właśnie tak chcę się zestarzeć, z zachowaniem takiej pogody ducha i radości życia. Nawet jeśli otoczenie będzie się pukać po głowie i  mówić, ze to 'nie wypada'. I zamierzam to jednak zrobić:P

cheeni kum1

I oczywiście polecam gorąco Cheeni Kum:) Co więcej uważam, że można go polecić także 'uczulonym' na 'typowe' bolly: film trwa 2 godziny, nie ma w nim żadnego klipu i  w sumie nie odbiega specjalnie od tego, co znamy z nurtu dobrych zachodnich komedii romantycznych:)

A ta piosenka znów nie może się ode mnie odczepić, tak samo jak po pierwszym seansie:D

I ta też:D

I tak, wiem że to nie są oryginalnie napisane kompozycje, ale wykorzystane ponownie przez Illayaraiyę z tamilskiego Mouna Ragam, ale i tak je uwielbiam:)

 

poniedziałek, 09 listopada 2009

Świeże znalezisko, które mnie powaliło, zatem krótkie pytanie: kim jest ta pani?:D

lady2

lady1

piątek, 06 listopada 2009

Filmowych 'zaduszek' ciąg dalszy znaczy skusiłam się w końcu na seans jednego z filmów T.Krishny (oglądanie bolly remaku jego filmu znaczy Pratighaat to jednak trochę co innego), saute oczywiście. Devaalayam naprawdę zrobił na mnie wrażenie, ale niestety się chyba pogubiłam jednak....znaczy bez napisów nie całkiem zrozumiałam motywację pewnych postaci czy przebieg wydarzeń:( Niemniej utwierdziłam się w przekonaniu, że bardzo odpowiada mi jego kino, jego pasja i odwaga w  zakresie pokazywania pewnych rzeczy, choć tym razem poruszane kwestie społeczne tyczyły innej sfery niż w Pratighaat - bo tu chodziło o sprawy wiary,  tradycji, uprzywilejowanej pozycji braminów itp. (trochę mi się poglądy Periyara skojarzyły). Ciekawe też, że wbrew temu, co sobie wbiłam do głowy w kwestii heroinocentryczności filmów T.Krishny, tu głównym bohaterem był jednak facet - grany przez Shobhana Babu syn bramina. Co bynajmniej nie znaczy, że Vijayashanti grała jakąś 'ozdóbkę' tylko, a skąd:) Jej bohaterki było może mniej, ale była dzielnym wsparciem dla bohatera i odważną kobitką. I tańczyła klasycznie, co widziałam w jej wykonaniu chyba po raz pierwszy:)

Oto jej wstępny taniec w tytułowej świątyni (bo to oznacza Devaalayam):

I odlotowa alegoryczna sekwencja z dawanego przez bohaterów przedstawienia (nie żebym za wiele z jej symboliki rozumiała, niemniej  mnie zafascynowała:D) - w dwóch częściach:

Zastanawiam się, czy dożyję kiedyś powydawania tych filmów na dvd z napisami. Bardzo bym chciała. Bo lubię oglądać filmy z wypiekami na twarzy, a jakoś starsze telugi częściej na mnie tak działają niż nowsze...

 

środa, 04 listopada 2009

W ramach 'cyklu zaduszkowego' znaczy oglądania filmów z już nieżyjącymi (a często przedwcześnie zmarłymi) aktorami zapodałam sobie najstarszego w moim dotychczasowym dorobku (i pierwszego jeszcze czarno-białego) tamila. W pierwszorzędnej obsadzie, bo i Savitri i Sivaji Ganeshan i Gemini Ganeshan w jednym filmie czyli sama ówczesna śmietanka (a Savitri i Gemini to nawet małżeństwo w realu).

 

pasamamalar

 

Po pobieżnym zerknięciu na Wiki nastawiłam się na łzawy melodramat i potem seans trochę mnie zaskoczył, bo miłość to tam i owszem była, z tym, że najważniejsza była jednak siostrzano-braterska miłość granych przez Savitri i Sivajiego Radhy i Raju (i bardziej bym to nazwała dramatem familijnym). Osieroconą w dzieciństwie dwójkę łączy bowiem niezwykła, jak się okaże nie do zniszczenia, więź. Choć nie brakuje sytuacji próby...Choćby gdy to Radha zakochuje się w przyjacielu Raju z pracy - Anandanie i boi się powiedzieć o tym bratu, przeczuwając (i słusznie), że nie będzie tym zachwycony. To chyba była najciekawsza rzecz w wykreowanej przez Sivajiego postaci Raju: z jednej strony budził jakąś automatyczną sympatię (bo przecież tak troszczył się o siostrę i chciał dla niej jak najlepiej, no i w ogóle był przecież porządnym facetem), z drugiej - były momenty, gdy aż by się chciało nim potrząsnąć (gdy zachowywał sie z pewną wyższością i podejrzliwością wobec przecież przyjaciela i jednak jakąś zaborczością wobec tej ukochanej siostry, bo przecież to on wiedział najlepiej, co dla niej będzie najlepsze:P).

 

pasamalar1

 

Bardzo mi się ta pewna ambiwalencja i niejednoznaczność podobała, to że nie był takim całkiem 'kryształowym' bohaterem, że potrafił sie i niesłusznie na kogoś zdenerwować czy popaść w lekką paranoję itp:D Do tej pory widziałam tylko starszego Sivajiego (znaczy jako już pana po 60) i choć aktorsko bardzo mi się podobał, to jednak to młodsze wcielenie dodatkowo mnie jeszcze urzekło:) Może to po trochu i czar starego czarno-białego kina, ale taki sam wszak 'kolorystycznie' Gemini Ganeshan jakoś nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia (choć lepsze niż przy naszym pierwszym spotkaniu w bollywoodzkiej 'Miss Mary'), więc jednak musi to być i kwestia charyzmy Sivajiego:D W każdym razie ten pan coś w sobie ma i nie mówię tu tylko o jego niewątpliwym talencie aktorskim, ale i o takich 'drobiazgach' jak choćby ten błysk w oku:P

 

pamasalar2

 

pasamamlar5

 

Natomiast jedną z największych aktorek południa ever znaczy Savitri miałam okazję zobaczyć po raz pierwszy. Pierwsze wrażenie zrobiła na mnie bardzo dobre, rolę osoby w sumie lawirującej w takim nieustannym rozdarciu między bratem a ukochanym, miała ciekawą i zagrała ją naprawdę świetnie (bo nawet mnie bardzo nie drażniło, że taką w sumie tradycyjną znaczy podporządkowaną facetom kobitkę zagrała:P). Może nie całkiem przekonała mnie w końcówce, ale to już szerszy problem...

 

pasamalar8

 

Bo niestety po jakichś 2 godzinach (a trwa ponad 3) film robi się bowiem niepotrzebnie zbyt sentymentalny, a sam finał jest jednak przedramatyzowany (i nawet bym rzekła patetyczny). Pewnie miałam się przejąć i wzruszyć, ale jakoś nie całkiem miałam na to ochotę:( I nawet tak świetni aktorzy moim zdaniem jednak tego do końca nie obronili. A szkoda, bo wcześniej bardzo ładnie udawało się wyważać tonację filmu i bardzo zgrabnie żonglować nastrojami widza (znaczy moimi:P) I robić dosyć jednak niespodziewane zwroty akcji, znaczy prowadzić ją w innym kierunku niż to przewidywałam. Tylko, że pewnym momencie przestało mnie  już tak interesować, co dalej będzie i jak to się skończy. Może i długość filmu mnie znużyła? Ale oglądałam już takie metraże...

 

pasamalar6

 

Na plus przyznać jednak trzeba, że w  owej końcówce spadła trochę częstotliwość piosenek- zaczęło się od średnio 3 na godzinę, więc zaczęłam przewidywać, ze ogólna ich liczba zamknie się gdzieś w 10, a jednak łącznie było ich 'tylko' jakieś 7-8:P  Cóż, jestem ostatnio ogólnie jakoś uczulona na nadmiar piosenek w filmach indyjskich, a dodatkowo te - choć ponoć takie evergreeny - jakoś mi jednak specjalnie do gustu nie przypadły. Może się nie znam.. no trudno:P

W każdym razie - choć mam pewne zatrzeżenia - wrażenia ogólne (zwłaszcza aktorskie) są pozytywne i bardzo chętnie obejrzę jakiś kolejny stary film tamilski:)

czwartek, 22 października 2009

Wczoraj mogłam w końcu odebrać zamówioną w Empiku najnowszą płytę Janusza Radka - z piosenkami Niemena (tylko w Empiku można na razie nabyć specjalną dwupłytową edycję - z dodatkowymi akustycznymi utworami na drugiej płycie).

radek niemenem

Przesłuchałam i... jestem zachwycona:) Tak poradzić sobie z tymi utworami to nie byle co:) Dodatkowo urzeka mnie koncertowa formuła płyty, bo słychać i zabawę Janusza z publicznością i przypomniałam sobie jakim przeżyciem  są jego koncerty na żywo:) Ten facet robi ze swych koncertów małe spektakle aktorskie, pokazując widzom co chwile inną twarz i w jednym momencie potrafi rozbawić do łez a zaraz potem sprawić, że ciarki chodzą po plecach.. Koniecznie muszę sie znów wybrać na jakiś jego koncert - najlepiej do krakowskiej Alchemii, bo to niezwykłe miejsce, tworzące jeszcze dodatkową specyficzną oprawę dla jego recitali (znaczy mam pierwszy pożytek z mojej decyzji o kolejnych studiach podyplomowych:P).

A wracając do płyty to chyba największe wrażenie zrobiły na mnie dwa całkiem różne utwory:

Na  mniej poważnie Jołoczki, Sosionoczki:

I na poważniej Co dzień:

Uwielbiam tego faceta:)

piątek, 16 października 2009

Wczoraj przegrzałam sobie część mózgu seansem Quick Gun Murugana (MIND IT!) a dziś doprawiłam resztę urodzinowym seansem bolly debiutu Hemy Malini znaczy Rajowym Sapnon Ka Saudagar. Bo otóż co tam zobaczyłam....

Na wstępie poraziła mnie animowana czołowka:D

sapnon0sapnon00

I już chyba mogłam podejrzewać, że całkiem normalnie to nie będzie...

Potem dostałam Raja w stroju skauta (przez cały film tylko w tym chodził:D znaczy na jego garderobę to za dużo chyba nie wydali:P)

sapnon1

Za to dumnie prężył mięśnie:P

sapnon2

I klatę w Rejtanowskiej pozie:P

sapnon 3

Ale był też jeszcze bardziej goły:P

sapnon5

I to nie sam:D

sapnon6

sapnon7

A chwilę wcześniej się dopiero w ogóle oboje poznali:P

Hema na wejście zresztą zamachała mu przed nosem nożem:D

sapnon9

Potem też miała do tego ciągoty:D

sapnopn8

I pięknie zeza robiła:D

sas1

Taaa... i jak tu być normalnym?:D

Ale tak w ogóle filmu raczej nie polecam, bo nudny był i te parę 'smaczków' to trochę przymało jak na 2,5-godzinny seans...

wtorek, 06 października 2009

Jak sprawdziłam na IMDB filmów pod tym tytułem w kinie indyjskim powstało parę, więc od razu wyjaśnię, iż chodzi mi o film tollywoodzki - najwcześniejsze dzieło mojego mistrza czyli Vishwanatha, jakie udało mi się jak na razie zobaczyć - jeszcze czarno - białe:) Ale nie tylko z powodu braku koloru jest ono inne od tego, co dotąd znałam. Różni się także  sposobem pokazywania i charakteryzowania bohaterów Dotąd poznane te najbardziej sztandarowe filmy Vishwanatha z lat 80 czy i 90 były jednak raczej społeczne, ten film nazwałabym bardziej psychologicznym. Brak też charakterystycznych później dla Vishwanataha elementów sztuki klasycznej (choćby w oprawie muzycznej filmu, bo i pisał ją kto inny). Film pozwolił mi także poznać dwójkę bardzo ciekawych aktorów (znaczy panią widziałam już niby wcześniej ale po tej roli zapamiętam ją już definitywnie).

sharada1

Bohaterem filmu jest lekarz psychiatra, człowiek spełniony i zawodowo (czyli uznany fachowiec) i prywatnie (znaczy szczęśliwy mąż i ojciec). Pewnego dnia doktor Murthy wybiera się do wsi nad rzeką Godavari. Po przybyciu tam okazuje się, że wszyscy bardzo dziwnie reagują na jego widok. Jeszcze bardziej zdziwiony jest, kiedy tytułowa Sharada bierze go za swojego męża. Gdy pozna jej historię postanowi jej pomóc. Profesjonalnie pomóc. Ale nie będzie to dla niego łatwe...

sarada2

Czarno - białe filmy mają jednak specyficzny klimat. Temu filmowi to bardzo dobrze posłużyło. Choć początek jest dość pogodny (zabawne rodzinne sceny w domu doktora i te w szpitalu z pacjentami -  choć w dalszej części filmu zaczęły mnie już one denerwować) to wraz z pojawieniem się Sharady szybko spowiła mnie aura takiego jakiegoś napięcia, niepokoju, niepewności... Nie jest to bowiem wesoła historia, choć nie jest też przedstawiona w jakoś bardzo przygnębiający sposób. Raczej bym rzekła spokojny i melancholijny. Miałam dużą frajdę,ale i wyzwanie jako psycholog, ponieważ starałam się analizować i oceniać nie tylko wiarygodność postaci ale i zastosowanych 'metod działania'. Z jednej strony miałam tu i pewne wątpliwości  (które podejrzewam będę jeszcze fachowo konsultować z innymi:P), z drugiej w zasadzie nie wiem jak bym w takiej sytuacji postąpiła, bo jak wiadomo zawsze dużo łatwiej teoretyzować  i się wymądrzać 'na odległość', że może nie tak można było to załatwić. Może można było, ale jak się już się w przekonaniu słuszności podjęło jedną decyzję, to potem trzeba było się jej już jednak raczej trzymać (choć może jej efekty poszły za daleko).   Niewątpliwie podobało mi się natomiast zakończenie. I zaskoczył mnie  wątek Godavari - po raz pierwszy ujrzałam i inną, bardziej mroczną stronę tej rzeki, tak dobrze kojarzącej mi się dotąd z fimów Kammuli.

sharada4

Odtwórczynię  roli tytułowej, notabene także Sharadę (:D) jak się okazuje widziałam już wcześniej 3 razy: jako matkę Chiru w Stalinie (kompletnie jej nie pamiętam:D), matkę Prabhasa w Yogim (ech, jak mnie tam zdenerwowała, teraz to wcale nie rozumiem czemu taką durnie napisaną rolę wzięła..) i teściową Soundaryi a żonę Prakasha w Anthapurnam (mała rólka, ale tam zrobiła na mnie wrażenie).

Ta rola to jej absolutny popis - jak na laureatkę 3 National Awards (no w momencie kręcenia tego filmu miała na koncie tylko dwie:D) przystało. Sharada przykuwa uwagę od pierwszego momentu świetnie oddając to, co dzieje się z jej bohaterką, od radosnej beztroski po rozpacz, ale największe wrażenie robią jednak takie sceny jak choćby dyktowanie listu bratu czy inne tego typu (których nie chciałabym spoilerować:))

sharada3

Natomiast zdecydowanie po raz pierwszy zobaczyłam legendarnego amanta kina telugu - Shobhana Babu. Pierwsze wrażenie nie było może powalające (mam z jego fryzurą podobny kłopot jak u Sivajiego Ganeshana:P Znaczy powiedzmy sobie, że nie jest to raczej typ amanta, do którego dziś przywykliśmy), ale stopniowo zaczęłam w nim jednak dostrzegać to 'coś', jakiś urok, choć muszę jednak obejrzeć jeszcze więcej z nim, bo tu jednak był chyba ciut jak na mój gust za idealny (a ja wolę chyba gwałtowne i skrajne emocje przy pierwszych spotkaniach:P). W każdym razie aktorem jest dobrym i bardzo spodobało mi się, iż jego bohater był mężem i ojcem, bo ostatnio w powodzi tych bohaterów dopiero uganiających się jakimiś kobitkami, z radością witam każdą odmianę w postaci bohatera już w ustabilizowanym a najlepiej zalegalizowanym związku (bo przecież to nie oznacza wcale, że teraz nie ma już o czym opowiadać i ten film jest na to świetnym przykładem).

sharada5

Ciekawą postacią jest też brat Sharady, taki prosty ale kochany poczciwiec, który stara się nią troskliwie i jak najlepiej opiekować. Jak z ciekawością wyczytałam dla grającego tę rolę Satyanarayany była ona dużym przełomem, bo przedtem był znany z ról twardzieli:D To faktycznie odwalił kawał niezłej roboty, bo nigdy by nie przyszło do głowy, że takie wcielenie poczciwości mogło być przedtem filmową szują czy gansterem:D

sharada6

Może największy problem mam  z postacią żony. Z jednej strony podobało mi się,  że okazała sie też istotną postacią w tej historii, z drugiej jednak choć zachowała się dość odważnie i chyba niebanalnie, to jednak nie do końca jej reakcje 'kupiłam'.

Jak już wspominałam ten film różni się także muzycznie od późniejszych dzieł Vishwanatha. Do jego najbardziej znanych filmów muzykę komponował Ilayaraja i ta muzyka zawierała zwykle dużo elementów klasycznej muzyki indyjskiej. Tu muzykę napisał Chakravarthy (był to zresztą jego debiut) i ona jest jednak lżejsza, bardziej melodyjna po prostu. I piękna:) (zresztą zrobiła dużą furorę po premierze filmu). Na YT jest niestety tylko jeden klip, ale w sumie dzięki temu nie muszę dokonywać sama wyboru, co tu zamieścić:D

 

Aha, jeszcze coś, bo bym zapominała: w tym filmie możemy zobaczyć także hipisów:D

sharada7

poniedziałek, 28 września 2009

Zabierając się na Woh 7 din wiedziałam, że to remake południowca (dokładnie to tamilskiego Antha Ezhu Natkal), wiedziałam też, że z kolei tym filmem znacząco inspirowali się twórcy pewnego bardzo znanego filmu bolly (jakiego o tym za chwilę:P), nie miałam jednak pojęcia, że w ten właśnie sposób zapoznam się z jednym z najbardziej  znanych i szanowanych reżyserów tolly  czyli Bapu.  W ten sposób zabiłam sobie ćwieka (z którym nie wiem czy uda mi się kiedyś poradzić), bo jakim cudem reżyser tolly robi nagle w bolly remake nie swojego filmu to nie mam pojęcia:O Pomijam już fakt, że wolałabym go jednak poznać przez jego oryginalną tollywoodzką twórczość, no ale mówi się trudno.

woh7

Na szczęście film okazał się naprawdę niezły więc mój początek z panem Bapu uważam za udany, a być może właśnie i dzięki niemu udało się go bardzo nie zbollywoodzić, znaczy specjalnie nie polukrować:P Choć łatwo pewnie można było, co pokazuje przykład owego właśnie 'zainspirowanego' bolly filmu sprzed dekady. Rzecz bowiem dotyczy pewnego 'trójkąta'. Film zaczyna się sceną ślubu. Wścibskie sąsiadki komentują, że biednej dziewczynie udało się 'upolować' bogatego męża, ale nie wygląda jakoś na bardzo szczęśliwą. I faktycznie, w ten sam wieczór panna młoda próbuje się otruć. Jednak jej świeżo poślubiony mąż, lekarz, od razu orientuje się, co 'jest grane' i po płukaniu żołądka prosi ją o wyjaśnienia, co pchnęło ją do tego desperackiego kroku. Maya opowiada mu więc historię swojego uczucia do Prema - ubogiego Punjabczyka, który przybył do Mumbaiu w nadziei na zrobienie kariery kompozytora muzyki filmowej i zatrzymał się właśnie w jej domu. Doktor Anand obiecuje jej odnaleźć jej ukochanego i połączyć ją z nim, jednak prosi ją by przez tytułowe tytułowe 'siedem dni' zgodziła się udawać jego żonę - po to by jego umierająca matka mogła odejść szczęśliwa, ze jej syn ułożył sobie (i swojej córce - bo Anand jest wdowcem) życie.

woh5

Jeśli to brzmi dla was podobnie do Hum Dil de Chuke Sanam, to tak, macie rację, podobieństwo w zarysie fabuły jest:) Ale jako że nie raz już udowodniono, iż z podobnego materiału można zrobić realizacyjnie i  aktorsko zupełnie różne filmy ci, którym HDDCS niespecjalnie przypadł do gustu (tak jak i w sumie mnie) nie powinni się tym zrażać. Jak to wyczytałam w komentarzu internauty w necie  Woh 7 din to bowiem bardziej urocza, a mniej kosztowna i melodramatyczna wersja tej historii. I z ciekawiej napisanymi  oraz lepiej zagranymi postaciami:)

woh1

Zacznę może od bohaterki. Grana przez Padmini Kolhapure Maya to bynajmniej nie żadna mimoza (vel idealny materiał na porządną znaczy potulną  indyjską żonę:P) ale energiczna młoda dziewczyna, wygadana i pewna siebie. To w sumie ona inicjuje kontakty z Premem - poczynając od delikatnych zaczepek, na pójściu do niego w nocy i żądaniu całusa (pod groźbą narobienia krzyku, że próbuje ją gwałcić:P) i ściągania z siebie dupatty (znaczy została w samym choli:D) a z Prema lunghi po to by zrobić z nich linę (dzięki której opuści się z balkonu, by wrócić do siebie) kończąc :D Tak, zdecydowanie nie wygląda na taką, która bałaby się, ze od pocałunku zajdzie w ciążę:P Potrafi także ostro i zdecydowanie zareagować na decyzję rodziny o wyswataniu jej z 'odpowiednim' kandydatem - poczynając od głośnego 'nie' (piękna reakcja na argument ojca, że on przecież obiecał, że honor rodziny. "Ale to Twój problem, nie mój"), przez próbę ucieczki, na owymże desperackim kroku samobójczym kończąc. Z drugiej strony jej pobyt w domu Ananda,  kontakt z nim i jego rodziną, okazywany jej  szacunek i zaufanie jednak ją trochę zmienia, Maya zaczyna inaczej widzieć pewne rzeczy, dojrzewa i to w sumie dość naturalny proces.

woh6

Męża znaczy doktora Ananda gra Nasserudin Shah. I jest niesamowity. Chodzący ideał znaczy, co bynajmniej nie znaczy, że jest nudny i mdły. Poważny facet po prostu, taki, przy którym można się czuć bezpiecznie, ale któremu można się i zwierzyć, taki który wspiera ale nie ogranicza, który nie myśli tylko o sobie i jest w stanie się poświęcić, wreszcie nie traktuje kobiety jako niższy gatunek (a wręcz wygłasza w pewnym momencie bardzo śmiałe poglądy na temat nierówności praw kobiet i mężczyzn w kwestii małżeństwa). No i dobry syn i ojciec.

woh3

Wreszcie grany przez Anila Kapora Prem. Chyba najmniej skomplikowana postać dramatu, przez większość filmu gra takiego sympatycznego, ale trochę naiwnego przybysza z prowincji. Trochę takie duże dziecko (ale nie tak nadekspresyjne  i  irytujące jak  w HHDHS). Jego relacje z Mayą czy Chottu (znaczy wyrostkiem,  który jest jakby jego 'asystentem' ) są głównie lekkie i przezabawne, ale nie ma tam takich atrakcji jak  choćby 'puszczanie wiatrów'. Zakończenie natomiast pokazuje i trochę inna jego stronę, to że choć prosty facet jednak ma i pewne zasady, których łamać nie chce dla nikogo. To pierwsza główna rola Anila (znaczy w bolly, bo parę miesięcy wcześniej zagrał swą pierwszą  główną rolę w ogóle w kannadyjskim filmie Maniego Ratmana) i jest po prostu uroczy:) Choćby taki:P

lunghi

kąpiel1kąpiel2

Dodając do tego garść fajnych 'smaczków filmowych' (w końcu przecież Prem chce pisać muzykę do filmów, więc ten temat jest mu bliski:D) i niezłą muzykę Laxmikanta i Pyarelala  (plus Vangelisowy background:P) otrzymujemy naprawdę fajny, prosty i ciepły film, w którym denerwować może tylko ewentualnie zakończenie, a raczej jego uzasadnienie, ale w sumie nawet i to przełknęłam jakoś zadziwiająco jak na mnie spokojnie (co chyba też dobrze o filmie świadczy:D). Ja polecam i na zakończenie jeden z klipów:

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
| < Luty 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
Zakładki:
Blogi znajomych z sieci:)
Moje recenzje filmów indyjskich
Sprawdzone sklepy
Wokół Indii i kina indyjskiego
Bunty i Babli w Bollywood.pl

Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl